Temat numeru
Szkoła języków obcych
Wydarzenia
Turystyka językowa
Publikacje
Opinie
Porady
Oblicza języka
Ludzie i języki
Enjoy & Learn
Rozmaitości

 

 

O firmie

Nauka języków obcych

Turystyka językowa

Centrum konferencyjne

Księgarnia językowa

Wydawnictwo
 
 

 
Warsztat filologa


Językowe koszmary znad Tamizy

Kto z nas nie zna uczucia podniecenia, które towarzyszy rozpoczęciu nauki języka obcego? Zanim przystąpimy do pierwszej lekcji, w naszej wyobraźni już widzimy siebie za kilka miesięcy władających płynnie wybranym przez nas językiem i, co więcej, jesteśmy święcie przekonani, że tak na pewno będzie. Bo cóż może stanąć nam na drodze, skoro tyle w nas entuzjazmu, zapału i chęci?

Niestety okazuje się, że nauka języka obcego to nie droga usłana różami. Już na pierwszej lekcji angielskiego uczeń napotyka przeszkody, które mogą zachwiać jego wiarę w końcowy sukces. Dlaczego bowiem wszystko czyta się inaczej niż się pisze? Jak wymówić ten przedziwny dźwięk zapisywany jako th? Tyle w tym języku trudnych słów, których nie sposób zapamiętać ani wymówić. Na dodatek podając swój wiek, musimy powiedzieć I am 14 years old, gdy na usta samo się ciśnie I have 14 years. A to przecież dopiero początek. Podobnych niespodzianek czyha na nas więcej, bo jak mówią: „im dalej w las, tym więcej drzew”. Niestety niektóre trudności językowe z czasem przekształcają się w koszmary spędzające nam sen z oczu.

Koszmary gramatyczne

Jednym z pierwszych koszmarów gramatycznych polskiego ucznia są przedimki, czyli articles. Co gorsza dla wielu pozostają one koszmarem jeśli nie na zawsze, to na bardzo długo. Bo jak tu zrozumieć i zapamiętać, że przed rzeczownikiem w liczbie pojedynczej musi coś stać, a przed rzeczownikiem w liczbie mnogiej już niekoniecznie. Na dodatek czasem będzie to a, a czasem the. W języku polskim nie ma przedimków i świetnie sobie bez nich radzimy. Czy nie można więc ich pominąć w angielskim i oszczędzić sobie trudu? Oprócz tego trzeba pamiętać, że a nigdy nie występuje przed rzeczownikami niepoliczalnymi. I tu trafiamy na kolejny koszmar: po co komu podział na czasowniki policzalne i niepoliczalne? Dlaczego owoce, pieniądze, informacje, wiadomości i chleb są w angielskim niepoliczalne? Zazwyczaj po dojściu do tego etapu nauki uczniowi wyrywa się stwierdzenie: „to wszystko jest bez sensu”. Podobnie reaguje on na wiadomość, że w języku angielskim występują zadziwiające czasy gramatyczne, które mają w nazwie słowo perfect: present perfect, past perfect i future perfect. Żaden z nich nie ma odpowiednika w języku polskim, więc jak je zrozumieć i poprawnie stosować? Z innymi czasami wcale nie jest łatwiej, bo na przykład taki present simple czy past simple wymaga czasowników posiłkowych do stworzenia pytania i przeczenia. Czy naprawdę trzeba mówić: Do you like music?, skoro dużo łatwiej byłoby zapytać: You like music? Po co utrudniać sobie życie, tworząc zdania typu I didn’t play football, jeśli I played not football jest równie jasne, a przy tym dużo prostsze? Jeśli uczeń przezwycięży te pierwsze trudności, to później będzie jeszcze niejednokrotnie rwał włosy, choćby nad trybami warunkowymi, zdaniami względnymi (defining i non-defining relative clauses), czy też czasownikami modalnymi w czasie przeszłym.

Koszmary fonetyczne

Fonetyka angielska skutecznie zatruwa życie niejednemu polskiemu uczniowi. Zwłaszcza temu, który już na samym początku nauki postanowił ją zignorować, twierdząc, że może się bez niej obejść. Czy to w końcu takie istotne, jak wypowie się to nieszczęsne th? Albo czy różnica między długimi a krótkimi samogłoskami jest aż tak duża, by sobie nią zawracać głowę? Przez pewien czas można sobie rzeczywiście całkiem nieźle radzić z angielskim, nie zwracając najmniejszej uwagi na fonetykę. Ale prędzej czy później nadejdzie czas, gdy różnica między free tickets a three tickets lub między live a leave okaże się zasadnicza dla znaczenia zdania. Nagle zauważymy, że bad i bed to dwa zupełnie różne słowa oraz że run i ran nie są wymawiane tak samo. Ponadto zaczniemy zwracać większą uwagę na intonację angielską, choć na początku nauki wydawała nam się bardzo dziwna. Który nauczyciel nie usłyszał od swoich początkujących uczniów takich zarzutów wypowiedzianych pod adresem Brytyjczyków: „Dlaczego oni tak dziwnie mówią? Przecież w ogóle nie można ich zrozumieć”. Kluczem do zwalczenia tej trudności jest zrozumienie i zaakceptowanie faktu, że właśnie taka intonacja jest w języku angielskim normalna.

Koszmary słownikowe

Prawdopodobnie słownictwo angielskie nastręcza Polakom mniej problemów niż ogólnie pojęta gramatyka i należąca do niej fonetyka, choć i na tym polu można napotkać niejedną przeszkodę. Jedną z większych trudności stwarzają tzw. false friends, czyli wyrazy bardzo podobne do polskich słów, lecz znaczące zupełnie coś innego. Ilu polskich uczniów początkowo twierdziło, że zdanie: I actually live in London, znaczy: „Aktualnie mieszkam w Londynie”, by później się przekonać, że jego poprawne tłumaczenie jest następujące: „Tak właściwie to mieszkam w Londynie”? Podobnie wielu Polaków uważa, że eventually to polskie „ewentualnie”, a lecture to po prostu „lektura”, choć wyrazy te znaczą odpowiednio: ‘w końcu’ i ‘wykład’. Nie mniejsze problemy sprawiają uczniom słowa, które z polskiego na angielski mogą zostać przetłumaczone na dwa sposoby, w zależności od tego, kto jest wykonawcą czynności, na przykład lend i borrow (czyli ‘pożyczyć komuś’ i ‘pożyczyć od kogoś’) czy teach i learn (czyli ‘uczyć kogoś’ i ‘uczyć się’). Polakom takie rozróżnienie wydaje się zbędne, toteż wielu z nich ma problem z zapamiętaniem, które słowo co znaczy. Trudno jest im też zrozumieć koncepcję tzw. phrasal verbs, nie mówiąc o zapamiętaniu ich znaczeń. Jak tu bowiem przyswoić sobie wyrażenia różniące się zaledwie jednym elementem, jak choćby: take after (‘być podobnym’ do kogoś z poprzedniego pokolenia w rodzinie), take in (‘zrozumieć’), take over (‘przejąć’) czy take to (‘polubić’).

Na szczęście choć poznawanie nowego języka rzeczywiście nie jest łatwe, to jednak nie jest ono niemożliwe. Dowodem na to są całe rzesze polskich uczniów, którym udało się pokonać wszystkie trudności i opanować język angielski w stopniu umożliwiającym swobodną komunikację, czytanie literatury w oryginale czy oglądanie anglojęzycznych filmów. Najważniejsze, by nie zniechęcać się trudnościami, lecz uczynić z ich pokonywania fascynującą przygodę. 

Monika Oracz

 

 Pozostałe artykuły:

Ucz się z bohaterami serialu Przyjaciele

Edukacja językowa maluchów

Projekty, projekty...

Rolmopsy w amforze, czyli kłopot z @

Make Friends with false Friends

więcej...



Powrót na góręDrukuj artykułWyślij artykuł