Temat numeru
Szkoła języków obcych
Wydarzenia
Turystyka językowa
Publikacje
Opinie
Porady
Warsztat filologa
Ludzie i języki
Enjoy & Learn
Rozmaitości

 

 

O firmie

Nauka języków obcych

Turystyka językowa

Centrum konferencyjne

Księgarnia językowa

Wydawnictwo
 
 

 
Oblicza języka


Językowa podróż w czasie, cz. II
Tu zaszła zmiana

Każdy język nieustannie się zmienia. O tym chyba nikogo nie trzeba specjalnie przekonywać. Wystarczy wyjść na ulicę lub przejechać się tramwajem, aby usłyszeć nie tylko wiele nowych słów, lecz także wymowę, która często odbiega od tej zalecanej. Sami mniej lub bardziej świadomie doświadczamy takich zmian – akceptujemy je i pochwalamy, odrzucamy i krytykujemy lub, i to chyba najczęściej, pozostajemy wobec nich obojętni. Zmiany bowiem, które dokonują się za naszego życia, na ogół wydają nam się mało ważne. Ot, ktoś gdzieś przekręca samogłoskę, niewyraźnie wymawia jakąś końcówkę, używa słowa w innym znaczeniu niż powinien. Ale to właśnie owe drobne zmiany, nawarstwiając się przez setki lat, potrafią zmienić język do tego stopnia, że dla współczesnych ich rodzima mowa sprzed 800 lat brzmi zupełnie obco.

Odmieniony przymiotnik

Weźmy taki angielski, a konkretnie przymiotniki w tym języku. Dziś użycie przymiotnika jest w angielszczyźnie proste w porównaniu np. z językiem polskim. Występuje on w jednej formie. Nie ma znaczenia, czy opisywany przezeń rzeczownik jest w liczbie pojedynczej czy mnogiej, czy odnosi się do przedmiotu czy osoby. Tymczasem, gdybyśmy przenieśli się w czasy, kiedy używany był tzw. język staroangielski (Old English), czyli w lata mniej więcej 450-1150, ówczesny przymiotnik byłby chyba dla nas sporym zaskoczeniem. Dlaczego? Otóż odmieniał się on, i to w dość skomplikowany sposób przez przypadki, liczby i rodzaje gramatyczne (patrz ramka). Dzisiaj jest to nie do pomyślenia.

Jak to możliwe? Właśnie dzięki drobnym zmianom w wymowie, które wzmocniły się w okresie języka średnioangielskiego (Middle English), czyli mniej więcej pomiędzy rokiem 1150 a 1450. Wtedy to nasiliła się tendencja do redukowania, czyli mniej wyraźnego wymawiania, nieakcentowanych sylab na końcu wyrazu. W formach przymiotników tymi nieakcentowanymi sylabami były końcówki wyrażające takie kategorie gramatyczne jak przypadki, liczby i rodzaje. Proces redukcji trwał mniej więcej do początku XV wieku, kiedy to z końcówek nie pozostało już nic. W ten sposób odmiana przymiotnika przez liczby, rodzaje i przypadki zanikła całkowicie.

Przypadki końcówek

Podobnie rzecz się miała z rzeczownikami. Ich staroangielska odmiana, czyli fleksja, także była rozbudowana i wskutek m.in. redukcji nieakcentowanych sylab na końcu wyrazu została bardzo uproszczona. Nie można oczywiście mówić o całkowitym jej zaniku, gdyż po staroangielskiej fleksji rzeczownika mamy jeszcze kilka pozostałości. Najważniejsze z nich to forma dzierżawcza, która do dziś wyrażana jest końcówką -’s pochodzącą od staroangielskiego dopełniacza liczby pojedynczej, oraz regularna forma liczby mnogiej, która kontynuuje końcówkę staroangielskiego mianownika liczby mnogiej -s.

Efektem zaniku końcówek fleksyjnych przymiotnika i rzeczownika była eliminacja ze świadomości językowej użytkowników średnioangielskiego poczucia potrzeby wyrażania tych kategorii gramatycznych, które wcześniej sygnalizowane były właśnie zredukowanymi końcówkami. To dlatego naturalnym użytkownikom współczesnej angielszczyzny trudno np. zrozumieć samą ideę przypadków w odmianie przymiotnika, gdy uczą się języka polskiego lub niemieckiego. Przykład ewolucji fleksji angielskiego rzeczownika i przymiotnika pokazuje więc, jak pewna konkretna cecha języka staje się powodem daleko idących zmian: pozornie banalny brak akcentu padającego na sylaby na końcu wyrazu z czasem radykalnie upraszcza odmianę.

Co ma Wiking do języka

Nie zawsze jednak przyczyn zmian językowych doszukać się można w budowie samego systemu leksykalnego. Okazuje się bowiem, że często zachodzą one także wskutek wydarzeń należących do sfery polityki, stosunków społecznych, kultury, ekonomii itp. Dobrym przykładem mogą być tutaj dzieje angielskiego zaimka trzeciej osoby liczby mnogiej they. W staroangielskim zaimek ten miał formę hie (zapisywaną z kreseczką nad i, bo był to dźwięk długi). Gdybyśmy teraz nasze badania nad historią tego zaimka chcieli zawęzić jedynie do obserwacji cech budowy samego języka angielskiego, to musielibyśmy wykazać, że w staro- czy średnioangielszczyźnie istniały takie tendencje w wymowie wyrazów, które przez dziesiątki lat przekształciły hie w they. Tego nie da się zrobić. Trzeba więc przyczyn pojawienia się formy they szukać gdzie indziej – w historii.

Pod koniec VIII wieku Wielka Brytania stała się celem ataków grasujących po morzach północnej Europy Wikingów. Z czasem zaczęli oni osiedlać się na Wyspie. Czy to może mieć coś wspólnego z ewolucją samego języka angielskiego? Może i to bardzo wiele! Wikingowie przywieźli ze sobą język skandynawski, a stopniowo wtapiając się w kulturę lokalną i przechodząc na ówczesny angielski, wprowadzili do niego wiele elementów pochodzących z ich rodzimego języka, choćby tak podstawowe dziś słowa jak call, get, hit, leg, skin, take, want czy wrong.

Skandynawskie nawyki językowe Wikingów są także odpowiedzialne za upowszechnienie się w angielszczyźnie czasowników frazowych (phrasal verbs) oraz wspomnianej formy they, która stopniowo wyparła z użycia staroangielskie hie. They nie jest zatem kolejnym ewolucyjnym wcieleniem hie. To po prostu zapożyczenie z innego języka. Wiemy jednak o tym tylko dlatego, że przestaliśmy patrzeć wyłącznie na cechy samego języka, a zaczęliśmy dostrzegać wydarzenia z rzeczywistości pozajęzykowej.

Poszukując przyczyn zmian zachodzących w jakimkolwiek języku, nie można więc oderwać go od wydarzeń tworzących historię społeczności, która się nim posługuje. Językoznawcy wiedzą o tym od dawna i dlatego dzielą studia nad historią języków na tzw. historię wewnętrzną i zewnętrzną. Ta pierwsza wyjaśnia ewolucję języków przez odwoływanie się do ich budowy, druga zaś pokazuje, że przemiany językowe napędzane są również takimi czynnikami, jak kontakty z innymi językami i kulturami, rewolucje społeczne, a nawet nowe technologie przekazu informacji (telefon, radio, telewizja, internet). Obydwie te dziedziny nawzajem się uzupełniają, jednak to dzięki historii zewnętrznej widać, jak silnie każdy język związany jest z rzeczywistością, w której żyją jego użytkownicy.

Piotr Czajka

 


 
 Pozostałe artykuły:

W rzeczy mocno, w sposobie łagodnie

Historia angielskiego

Podzieleni tym samym językiem

Oblicza angielszczyzny



Powrót na góręDrukuj artykułWyślij artykuł