Temat numeru
Szkoła języków obcych
Wydarzenia
Turystyka językowa
Publikacje
Opinie
Oblicza języka
Warsztat filologa
Ludzie i języki
Enjoy & Learn
Rozmaitości

 

 

O firmie

Nauka języków obcych

Turystyka językowa

Centrum konferencyjne

Księgarnia językowa

Wydawnictwo
 
 

 
Porady


Nauka języka przez literaturę
Lubię, bo nie muszę

Widząc kogoś uśmiechniętego nad książką, wiemy, że czyta on dla przyjemności. Prawdopodobnie nie robi tego pod przymusem. Jeśli w dodatku czyta opowiadanie angielskie w oryginale, zaczynamy podziwiać go i natychmiast zastanawiamy się – jak to możliwe. Czytać w obcym języku i jeszcze cieszyć się treścią?

Książki w oryginalnej wersji językowej mają ogromną przewagę choćby nad czytankami z podręcznika. Postaram się tę przewagę wykazać w czterech punktach.

Źródło wzruszeń: Znana pisarka brytyjska Iris Murdoch napisała kiedyś, że literatura to „technika budzenia pewnych emocji” (dosł. technique for arousing certain emotions). Sama nauka języka obcego bywa postrzegana jako proces czysto poznawczy, a więc „zimny”, bo odwołujący się do rozumu. Jeśli zaś przyjąć, że język niesie również treści emocjonalne, to ucząc się go na sposób wyłącznie szkolny, mamy kłopot. Na szczęście ową lukę może wypełnić właśnie literatura. Prawdziwa, dobra lektura dostarczy czytelnikowi wzruszeń i radości, których raczej nie przewiduje krótki tekst mający na celu wprowadzenie czasu Present Perfect Continuous. Nie mówiąc już o tym, że elementy afektywne – czyli te wywołujące w odbiorcy zarówno śmiech, jak i np. strach – wspomagają pamięć długotrwałą.

Od „czytam dla informacji” do „czytam dla przyjemności”: Kiedyś usłyszałem w tramwaju podpitego jegomościa, który widząc mnie z książką w ręku, powiedział do kolegi: „Ja też czytałem, i co z tego mam?”. Argument, że literatura nie służy celom praktycznym, jest w istocie jej wielkim plusem. Nic nas nie naciska, nic nas nie pogania, możemy nawet czytać jeden fragment w kółko, jeśli nam się akurat spodobał. Dogłębne poznawanie języka jest bowiem wchodzeniem na jego wyższe poziomy, np. metaforyczny i estetyczny. Dzięki temu forma (w naszym przypadku – zawiłości gramatyczne angielszczyzny) powoli schodzi na dalszy plan i dopóki skutecznie służy odbiorowi, nie jest przeszkodą. Za to dużą rolę odgrywa wyobraźnia i intuicja. Zaglądanie co pół minuty do słownika na pewno im nie sprzyja!

Osobisty odbiór tekstu: Wbrew szkolnemu podejściu typu „co autor miał na myśli”, literatura jest otwarta na wieloznaczność interpretacji i indywidualną ocenę czytelnika. Roland Barthes powiedział, że „literatura to pytania minus odpowiedzi”. Teksty powinny służyć pobudzaniu ciekawości (tj. procesowi), niekoniecznie zaś znajdowaniu jednoznacznych wyjaśnień (produktowi). Literatura promuje postawy otwarte, również wobec języka. Czytanie najpierw generuje myślenie, później skłania do dzielenia się wrażeniami z innymi. Dlaczego nie robić tego również po angielsku? Nauczyciele mogą wykorzystać lekturę w pracy z grupą językową, wywołując dyskusje, a nawet prowokując do kontrowersji i krytyki.

Literatura otwiera oczy: Jest też szerszy, ambitniejszy wymiar czytania oryginalnych tekstów. Oprócz wspomnianych doznań estetycznych i emocjonalnych, dobre książki wychowują przez ukazywanie postaw moralnych wpisanych w ciekawe wydarzenia i bez zbędnego dydaktyzmu. Literatura w oryginale to również autentyczne tło społeczne. To również kultura określonego miejsca i czasu, której przejawem jest język. Czytanie w tłumaczeniu jest odbieraniem tej kultury z drugiej ręki. Jeżeli więc literatura w przekładzie jest cenna i otwiera nam jedno oko, to ta w oryginale jest podwójnie cenna, bo otwiera ich oboje.

Język literacki

To prawda, że oryginalny, niezaadaptowany język literatury bywa trudny. Dla osiągnięcia efektu lubi pomieszać style, np. poetyzuje, by za chwilę wprowadzić slang, czasem czaruje metaforą, operuje ironią, żongluje składnią, bywa dwuznaczny – słowem, odwołuje się do inteligencji i wiedzy językowej wyrobionego czytelnika. Czasem wręcz zachowuje się, jakby wszystkie chwyty były dozwolone, doprowadzając odbiorcę, który nie jest native speakerem na skraj wytrzymałości (dotyczy to szczególnie anglojęzycznej powieści współczesnej). Bywa i tak, że język literatury zawiera słownictwo w nieoczekiwanych, rzadkich znaczeniach albo wręcz kreuje nowe. Radą na to może być staranny dobór książek do czytania albo sięgnięcie po uproszczone pozycje, zachowujące większość walorów oryginału (o czym piszę poniżej).

Prawdą jest również, że język literacki jest... łatwy. Jak to możliwe? Wystarczy nieco wprawy. Obszerny kontekst nie izoluje treści od tła i akcji, a więc pomaga w ogarnięciu globalnych znaczeń. Mnogość wskazówek językowych i stylistycznych ułatwia zrozumienie większych całości. Przede wszystkim zaś zaprasza czytelnika do współuczestniczenia w opisywanych wydarzeniach, dając mu możliwość identyfikowania się z treścią dzięki starannemu rysunkowi postaci, umiejętnemu prowadzeniu narracji, obecności kilku wątków, zwrotów akcji, suspensu itp. Im dłużej zatem czytamy, tym bardziej utożsamiamy się z bohaterami i pełniej rozumiemy przekaz.

Wielkim walorem oryginalnego języka literackiego jest to, że dzięki swojej różnorodności może wyczulić uczącego się czytelnika na niuanse i bogactwo indywidualnych stylów angielszczyzny. Pod tym względem nie zastąpi go ani prasa, ani tekst informacyjny czy reklamowy. Język literacki kreuje rzeczywistość, a nieliteracki ledwie ją odtwarza. W czasach powszechnego maltretowania angielskiego mówienie, że ktoś posługuje się językiem literackim, może być wielkim komplementem.

Sięgnij po readersy

Niezłym pomysłem dla osób uczących się angielskiego, a niegotowych jeszcze na oryginały, jest spróbowanie sił przy lekturze ich uproszczonych wersji. Dzięki temu można docenić walory pierwowzoru bez frustracji towarzyszącej przedzieraniu się przez zbyt trudny dla nas język. Dostępne na rynku (i w dodatku tanie!) adaptacje znanych dzieł, tzw. readersy, mają kilka cech dających im przewagę nad oryginałem. Najważniejsze z nich to:
Przyjazna dla czytelnika długość: a w zasadzie – krótkość. O ile grubość powieści może odstraszać, o tyle adaptacja nie przekracza zwykle 30-40 stron, a bywa, że w readersach dla dzieci zawiera ich zaledwie siedem! Zasada skracania dotyczy zresztą również mniejszych jednostek, tj. zdania, akapitu, rozdziału.
Odświeżenie oryginału: zdarza się, że pierwowzór literacki trąci myszką. Adaptacje często zamieniają archaizmy na współcześniejszą leksykę, nie naruszając stylu, realiów i tła kulturowego wersji wyjściowej.
Zachowanie spójności fabuły: może się zdarzyć, że w adaptacji czytelnik nie odnajdzie mniej istotnych wątków, jednak zawsze napotka najważniejszych bohaterów oryginału i przeżyje z nimi kluczowe wydarzenia oryginału.
Niekoniecznie klasyka: autorzy adaptacji często wykorzystują dziedzictwo nieliterackie (np. opowieści z Dzikiego Zachodu), łączą kilka źródeł (np. legenda Robin Hooda, przekazy o królu Arturze) czy wręcz czerpią ze współczesnej kultury masowej (scenariusze filmowe, życie gwiazd). Dzięki temu otrzymujemy produkt w pełni oryginalny, za to od razu przystosowany do potrzeb wiekowych i językowych ucznia.
Ćwiczenia: readersy nie udają na siłę swych oryginalnych pierwowzorów, zawierają więc elementy mające pomóc czytelnikowi w zrozumieniu treści. Są to zwykle słowniczki trudniejszych wyrazów, ilustracje i ćwiczenia leksykalno-gramatyczne na końcu książki.

Co czyni z beletrystyki dobry materiał do nauki języka?

Czas wyjawić puentę, a zarazem mój najmocniejszy argument za samodzielnym wykorzystaniem literatury w nauce języka obcego. Otóż czytelnik zaabsorbowany fabułą powieści czy opowiadania przestaje z czasem zwracać uwagę, co jest nośnikiem jej treści. I właśnie o to chodzi. Fakt, iż tym nośnikiem jest akurat język obcy, stopniowo przestaje być przeszkodą. Czytając literaturę w oryginale, wykorzystujemy ów instrument – obcy język – niejako przy okazji, niepostrzeżenie. Jest to zjawisko idealne, przypominające jako żywo przyswajanie języka ojczystego, i fachowo określane mianem akwizycji (language acquisition). Regularne czytanie w oryginale sprzyja temu procesowi, bo przenosi ciężar nauki z mechanicznej analizy słabo powiązanych form na naturalny odbiór większej całości znaczeniowej. I pomyśleć, że jedynymi naszymi inwestycjami są tu czas i odpowiednia książka! Z tym pierwszym – przyznaję – bywa różnie, ale zdobycie tego drugiego w dzisiejszych czasach już nie stanowi problemu dla dobrze zmotywowanego ucznia.

Każdy chyba wie, co znaczy usiąść nad dobrą książką i zapomnieć o wszystkim. Żaden nauczyciel nie mógłby chyba sobie wymarzyć lepszego zjawiska na swojej lekcji angielskiego! Czytanie w domu (parku, tramwaju, poczekalni) jest zatem idealnym uzupełnieniem ograniczonego siłą rzeczy czasu lekcyjnego. Nie oznacza to zresztą, że mniejsze formy literackie (opowiadania, wspomniane readersy, wiersze) nie mogą być wykorzystywane na zajęciach z angielskiego. Przeciwnie – istnieje wiele ciekawych technik pracy grupowej, dzięki którym dobry nauczyciel wykorzysta potencjał beletrystyki jako element nauki w klasie.

Na koniec ważna uwaga. Tak jak wiele rzeczy, z którymi do tej pory się nie stykaliśmy, lektura początkowych stron pierwszej angielskiej książki w oryginale zapewne nas przerazi. Toż to mnóstwo linijek zadrukowanych w obcym języku! Nie dajmy się zrazić przeszkodom i czyhającemu po każdym zdaniu zwątpieniu. Nie rezygnujmy, bo np. nie rozumiesz jednego czy dwóch słów. Idźmy dalej na przekór trudnościom. Wciągnijmy się w całkiem inny świat, ale nie w świat czasowników, składni i końcówek, lecz w literacki świat tajemnicy, dalekich krain i wielkich miłości.

A przede wszystkim – czytajmy, bo lubimy, a nie dlatego, że ktoś nam każe.

Chyb Jerzy

 

 Pozostałe artykuły:

Grupa w sam raz

Jak skutecznie uczyć się słówek

Readersy

Jak obłaskawić nową maturę z angielskiego

Rola podręcznika w nauce języka obcego

więcej...



Powrót na góręDrukuj artykułWyślij artykuł