Temat numeru
Szkoła języków obcych
Wydarzenia
Turystyka językowa
Publikacje
Porady
Oblicza języka
Warsztat filologa
Ludzie i języki
Enjoy & Learn
Rozmaitości

 

 

O firmie

Nauka języków obcych

Turystyka językowa

Centrum konferencyjne

Księgarnia językowa

Wydawnictwo
 
 

 
Opinie


Małe dziecko a język obcy
Kiedy, jak i dlaczego tak wcześnie

Odpowiedź na pytanie o najlepszy wiek na rozpoczęcie nauki języka obcego przypomina próby liczbowego sformułowania przez fizyków teorii wszystkiego. Niby wiadomo, że uzyskać rozwiązanie będzie bardzo trudno, ale co szkodzi poszukać. Wśród lingwistów i metodyków w zasadzie zapanowała zgoda, że na pytanie o wiek optymalny nigdy nie będzie jednoznacznej odpowiedzi, jednak wychodzą oni z podobnego co fizycy założenia – co szkodzi się zastanowić?

Skąd ta rezygnacja? Chyba stąd, że rozwój dziecka to zbyt nieprzewidywalna i indywidualna kwestia, by cokolwiek uogólniać i ogłaszać jako jedynie słuszne. Z drugiej strony, rodzice nie przestają pytać: no to ile moje dziecko musi mieć lat, żeby je zapisać na angielski? Dwa? Trzy? A może dopiero, jak pójdzie do szkoły? Odpowiedź brzmi: tyle, żeby było gotowe. Dla Piotrusia to będą trzy latka, a dla Kasi – pięć.

Kiedy
Rynek dobrze reaguje na potrzeby ambitnych rodziców. Wiadomo, że już dwulatka przyjmą do grupki dzieci bawiących się w język obcy metodą Helen Doron. Jednak dla wielu obserwatorów nie będzie to nauka. Zupełnie słusznie, bo w tym wieku nią być nie może! Większość specjalistów o faktycznej, ujętej w formalne ramy pracy językowej z małym dzieckiem mówi: najwcześniej od trzeciego roku jego życia. A jednak wielu rodziców wyczuwa, że jest to dla ich pociech wciąż za wcześnie. Oni bowiem znają swoje dzieci najlepiej i trafnie oceniają, że wiek nie musi być bezwzględnym wyznacznikiem gotowości malucha na przyjęcie nowego systemu poznawczego, jakim jest obcy język. Dlatego rozróżniamy wiek „kalendarzowy” (ang. chronological age) i wiek rozwojowy (developmental age). Kryterium oceny gotowości dziecka na przyjęcie nowego języka jest oczywiście ten drugi z wymienionych. W jego ramach indywidualne różnice mogą zaś obejmować nawet parę lat. Te różnice nie muszą mieć zresztą nic wspólnego z ostatecznym rozwojem dziecka, nie ma tu więc mowy o jakichś zapóźnieniach. Po wolniejszym tempie osiągania dojrzałości może wszak nastąpić gwałtowne przyspieszenie. Przykładem takiego late bloomera był choćby Albert Einstein.

Kluczowe w rozwoju dziecka z punktu widzenia językowego jest osiągnięcie tzw. wieku krytycznego. Mówiąc w skrócie, jest to czas, gdy mózg traci swą elastyczność na tyle, by przestać mówić o naturalnym przyswajaniu (akwizycji), a zacząć o rozumowej, kontrolowanej nauce języka. Taki wiek jest przez różnych językoznawców lokowany przeciętnie między 10. a 12. rokiem życia. Nie oznacza to rzecz jasna, że nastolatek już nie nauczy się pięknie mówić np. po angielsku! Po prostu użyje w tym celu innych, bardziej uświadomionych i „szkolnych” strategii coraz mniej przypominających nabywanie pierwszego języka. Nie ulega jednak wątpliwości, że dobrze jest zapisać dziecko na pierwsze zajęcia językowe przed osiągnięciem przez nie wieku krytycznego, bo wtedy mózg zachowuje tę swą niezwykłą dziecięcą chłonność. Mówiąc o nauce języków przed wiekiem krytycznym zwykle dzielimy dzieci na dwie kategorie: przedszkolne (3-7 lat, brak umiejętności czytania, ang. very young learners) oraz wczesnoszkolne (7-11 lat, young learners). Obie te grupy wiekowe wymagają nieco innych metod nauczania. To prowadzi nas do zadania sobie nawet ważniejszego niż „kiedy” pytania.

Jak
Gdy rodzice zdecydują się już na wysłanie swego, powiedzmy, sześcioletniego dziecka do szkoły językowej, powinni upewnić się, czy kursy są prowadzone prawidłowo i skutecznie. Jeśli natomiast przyjdzie tacie lub mamie obejrzeć lub wręcz wziąć udział w zajęciach, to nie powinni się zdziwić, że taka lekcja ma swoją specyfikę i nie musi odpowiadać ich własnemu wyobrażeniu nauki. Poniżej przedstawiam, w wielkim skrócie, kilka najważniejszych elementów charakterystycznych dla nauki języka obcego małych dzieci. Jeżeli syn czy córka wspominają o nich, dzieląc się po lekcji wrażeniami, to prawdopodobnie oznacza, że wybrana przez rodziców szkoła wie, co robi:
  • wystawianie dziecka na duże dawki mówionego języka,
  • kluczowa rola zabawy i twórcze wykorzystanie zabawek, w tym np. maskotek, które „rozumieją tylko po angielsku”,
  • połączenie nauki z ruchem i duże znaczenie gestu w pracy nauczyciela,
  • krótki czas trwania poszczególnych zadań, różnorodność i przeplatanie czynności pobudzających (stirrers) z uspokajającymi (settlers) z uwagi na ograniczony czas koncentracji dziecka,
  • przedłużenie zadań słuchowych poza czas samych zajęć (np. konieczność puszczania dziecku nagrań również w domu, samochodzie itp.),
  • przestrzeganie silent period, czyli pozostawienie dziecku czasu pozwalającego na spokojne zaabsorbowanie języka bez przymuszania do przedwczesnego mówienia,
  • duża rola powtarzalnych elementów języka i rutynowych zachowań lekcyjnych (witanie, żegnanie, pozdrawianie) prowadzących do automatyzacji i formowania nawyków językowych,
  • szczególne znaczenie muzyki, rymu, rytmu, powtarzania chóralnego,
  • połączenie nauki słownictwa z rozwijaniem umiejętności manualnych (wycinanie, klejenie, rysowanie itp.), bo następuje obopólny rozwój tych sprawności i aktywizowana jest pamięć, szczególnie wzrokowa,
  • równomierne i intensywne pobudzanie wszystkich zmysłów dziecka.

    Dlaczego
    Czy istnieje rozsądne uzasadnienie obciążania dziecka nauką języka obcego w tak wczesnym wieku? Otóż dziecko jeszcze przed pójściem do szkoły przeżywa prawdziwie rewolucyjny rozwój rozlicznych umiejętności:
  • poznawczych (liczenie, klasyfikowanie, rozróżnianie jakości, pozycji, wielkości),
  • ruchowo-manualnych (koordynacja oko-ręka, tworzenie rozpoznawalnych odwzorowań),
  • społecznych (współpraca z innymi, uczestnictwo w rywalizacji, przestrzeganie reguł),
  • logicznych (identyfikacja ciągłości fabuł, umiejętność przewidywania dalszej części, tworzenie własnych spójnych historii itp.).
    Ponadto jest to etap dojrzewania emocjonalnego, które oczywiście na tym okresie się nie kończy (a w skrajnych przypadkach nigdy). Taki mały człowiek jest wtedy przygotowany również na przywitanie nowego języka. Rzecz jasna sposób, w jaki to przeprowadzimy my, dorośli, musi „pasować” do wszystkich tych gwałtownych i niezwykłych przemian zachodzących w chłonnej główce dziecka. Nie ma jednak na to lepszej okazji niż właśnie czas „dziecka-gąbki”. Uwzględnić trzeba wprawdzie kilka innych czynników, choćby fakt, że kilkulatek ma naturę aspołeczną, jeszcze nie bardzo potrafi się dzielić z innymi, często i łatwo wybucha płaczem, nie umie przegrywać i ciągle miewa problemy z odróżnianiem świata fantazji od rzeczywistości. Ale akurat ta ostatnia cecha może być wielkim sprzymierzeńcem dobrego nauczyciela. W końcu obcy język to dla takiego dziecka rodzaj bajkowego, nierealnego szyfru, którym z bliżej mu nie znanych powodów pani próbuje się porozumiewać.

    Jerzy Chyb

     

  •  Pozostałe artykuły:

    Jak osiągnąć sukces?

    Surowy autorytet czy dobry kumpel?

    Kiedy zacząć naukę

    Alicia Hovinga

    Lekcje z nejtiwem

    więcej...



    Powrót na góręDrukuj artykułWyślij artykuł