Temat numeru
Szkoła języków obcych
Wydarzenia
Turystyka językowa
Opinie
Porady
Oblicza języka
Warsztat filologa
Ludzie i języki
Enjoy & Learn
Rozmaitości

 

 

O firmie

Nauka języków obcych

Turystyka językowa

Centrum konferencyjne

Księgarnia językowa

Wydawnictwo
 
 

 
Publikacje


Dawne podręczniki, dawne metody
Jak to z nauczaniem angielskiego było

Języków ludzie uczą się od zawsze. W staropolskich dworach dorastająca młódź uczyła się łaciny, do niej zwykle dochodził francuski czy włoski, z powodów politycznych lub wojskowych trzeba było jeszcze znać niemiecki i rosyjski. Moda na angielski przyszła dość późno. Nie było kolorowych podręczników, nagrań, ćwiczeń i słowników – a jednak językami władano biegle, choć umiejętność ta nie była tak powszechna jak dzisiaj.

Guwernantka i ksiądz

Metoda nauczania przyjęta przez zamożne rodziny okazała się najlepsza z możliwych – powierzenie całodziennej opieki nad dziećmi zagranicznej guwernantce, która zwracała się do podopiecznych tylko w swoim języku, dzięki czemu nie mieli oni innego wyboru, jak tylko przejmować jej zachowania językowe. Stopniowo język ten tracił status obcego, stając się jednym ze sposobów codziennej komunikacji z kimś z bliskiego otoczenia. Podobnie młodzi szlachcice wychowywani przez wiejskie nianie uczyli się regionalnego języka – słuchając piosenek, kołysanek, opowieści, a także połajanek i zrzędzeń, przyswajali sobie język litewski, ruski (białoruski lub ukraiński). Ta naturalna metoda była wspierana licznymi środkami dyscyplinującymi, w których repertuarze znaleźlibyśmy kozę, groch i rózgę. Dla nastolatków bardzo duże znaczenie miał również dodatkowy bodziec motywacyjny, jakim była możliwość zrozumienia, o czym w języku obcym rozmawiają dorośli – ci zaś chętnie wybierali ten język wtedy, kiedy temat ich konwersacji był nieodpowiedni dla młodocianych uszu, a więc niezmiernie interesujący: mezalianse, romanse, niespodziewane ciąże, brawura, hazard, bankructwa.

Trudniej było z łaciną. Co prawda przez wieki używano jej w Polsce, ale – jak wiemy – nie miała ona rodzimych użytkowników. Nauczać łaciny mogli zatem najlepiej ci, którzy posługiwali się nią zwykle z powodów zawodowych, a więc przede wszystkim księża. Przedstawiciele stanu duchownego byli zresztą pierwszymi świadomymi nauczycielami języków obcych, autorami słowników i podręczników oraz metodykami tej dziedziny edukacji.

W szkolnej ławie

Wraz z rozwojem powszechnej oświaty nauka języków obcych zaczęła wkraczać do szkół. Podstawowymi pomocami dydaktycznymi były tablica, kreda, zeszyt, ołówek oraz donośny głos nauczyciela (najczęściej mężczyzny). Pojawiały się już pierwsze słowniki, a także wypisy zawierające fragmenty literackie, ćwiczenia i komentarze gramatyczno- językowe, zwane preparacjami. Naukę łaciny i greki uzupełniały tablice deklinacji i koniugacji oraz gramatyki opisowe. Pierwsze książki tego typu wydawano solidnie i starannie, bo miały służyć wielu pokoleniom, dlatego do dziś można je znaleźć w niektórych domowych bibliotekach. Rynek jednak zrobił swoje – uczniowie szybko zużywali podręczniki, robiąc na nich odręczne notatki (niekoniecznie związane z przedmiotem), a także pstrząc je kleksami z atramentu. Dostosowując się do potrzeb tak specyficznego użytkownika, zaczęto wydawać tanie, jednorazowe wersje podręczników na gorszym papierze i w oprawie zeszytowej.

Techniki nauczania były nieskomplikowane. Nauczyciel wykładał, uczniowie zapisywali, powtarzano chóralnie odmianę słówek przez przypadki i osoby, uczono się w domu na pamięć długich fragmentów tekstu – na najbliższej lekcji nauczyciel odpytywał i stawiał oceny, najczęściej niezbyt dobre. Powtarzanie chóralne i uczenie się na pamięć dziś są odbierane jako śmieszne lub nudne metody nauczania – ale nadal pozostają skuteczne.

Buduszczij gieroj Sawietskowo Sajuza

W okresie powojennym nauka języków obcych została zdominowana przez język rosyjski. Podręczniki były pełne propagandy, sierpów, młotów i pięcioramiennych gwiazd, a także sojuszu robotniczo- chłopskiego. Do dziś absolwenci ówczesnych szkół pamiętają czytanki takie jak ta: Szepietowka – ukrainskij garadok. Zdjes rodiłsja Walja Kotik, buduszczij gieroj Sawietskowo Sajuza. Podawane treści skutecznie zniechęciły do nauki rosyjskiego miliony osób. Podręczniki do innych języków, wprowadzanych do nauki zresztą dopiero w liceum, konstruowano podobnie, choć w przypadku francuskiego i angielskiego trudniej było uwolnić się od „zachodniości” i już tylko poprzez to okazywały się one znacznie bardziej atrakcyjne w odbiorze.

Pojawiły się też pierwsze nowoczesne pomoce naukowe – tablice do wywieszenia na ścianie, prasa („Murziłka” i „Wiesołyje Kartinki”), którą należało prenumerować, z dołączanymi do niej nagraniami na miękkich plastikowych płytach w kolorze niebieskim. Dostępne stały się również nagrania dialogów na dużych czarnych płytach, ale rzadko z nich korzystano. Poza rosyjskim z żadnym innym autentycznym językiem obcym nie było można się dobrze zapoznać – co prawda, radio BBC docierało na teren Polski, lecz wspomagana zagłuszarkami służb bezpieczeństwa jakość dźwięku pozostawiała wiele do życzenia. Odważni mogli zaryzykować seans filmowy w ambasadzie amerykańskiej, a potem spisanie lub nawet krótkie zatrzymanie przez Milicję Obywatelską.

Można było za to korespondować ze znajomym z ZSRR lub NRD, a po francusku i angielsku z przedstawicielami krajów rozwijających się, głównie afrykańskich. Adresy regularnie publikowano na przykład w „Trybunie Ludu”. Była to autentyczna wymiana, prowadzona często latami.

My English Book

Mimo utrudnień ten, kto chciał, mógł uczyć się języka innego niż rosyjski. Funkcjonowały Empiki, Lingwista, a w Warszawie elitarni Metodyści. Organizowano też odpłatne kursy dla młodzieży. Tylko Metodyści używali podręczników wydanych za granicą. Polacy mieli własne, a wśród nich prym wiodła My English Book J. Mickunasa. Na okładce części 3. dwoje dzieci tęsknie patrzy na odlatujący samolot, na którego pokładzie zapewne ciocia z Ameryki wraca do swojego raju poza Żelazną Kurtyną. Obrazek oddziałuje motywująco: uczcie się angielskiego, może wy także kiedyś się stąd wydostaniecie takim samolotem.

Licealiści uczyli się na Smólskiej i Zawadzkiej. We Learn English miało też elementy kultury i literatury. Zgrzebne, czarno-białe strony były nasycone domniemanymi kolorami Anglii – czerwone budki telefoniczne i piętrowe autobusy, kolorowe stacje metra i ulice Londynu. Objawieniem okazały się podręczniki L.L. Szkutnika – były niekonwencjonalne, dawały poczucie swobodnego obcowania z językiem angielskim.

Pierwszym zagranicznym podręcznikiem powszechnie dostępnym w Polsce stał się L.G. Alexander. Była to już cała seria – New Concept English, zaczynająca się od pomarańczowej First Things First dla początkujących po żółtą Fluency in English dla zaawansowanych. Charakterystyczne okładki z czterema kulami kryły w sobie strony z dowcipnymi rysuneczkami, krótkimi tekstami i sporą liczbą ćwiczeń.

Gramatykę poznawaliśmy na W. Stannard Allen – Living English Structure. Liczące sobie po 50 przykładów ćwiczenia na czasy, stronę bierną, okresy warunkowe i mowę zależną również dziś wyćwiczą opornego. Dla zwalczenia gramatycznej nudy przez te zadania przewijały się postaci Cyrila i jego dziewczyny Maisie, którzy wspólnie przeżywali niesamowite przygody.

Nowy początek

Kiedy pod koniec lat 80. rozpoczęła działalność Szkoła Języków Obcych FELBERG, która wówczas nosiła nazwę: Szkoła Języka Angloamerykańskiego British & American English School, stanęliśmy w obliczu konieczności zapewnienia naszym słuchaczom podręczników. Na ówczesnych dystrybutorów i księgarnie nie mogliśmy liczyć. Stworzyliśmy zatem własną hurtownię i system dystrybucji. Zaczęliśmy od sprowadzania z USA podręczników Side By Side. Była to seria bardzo prosto skonstruowana – każda lekcja polegała na zapoznaniu się z dialogiem, któremu towarzyszył duży obrazek, po czym następował cykl mniejszych obrazków i nowych słówek do podstawienia pod wyjściowy dialog, aby w ten sposób stworzyć nowy. Materiał należało ćwiczyć tak długo, aż słuchacze opanowali podane sformułowania. Idea takiej nauki była bardzo podobna do tzw. metody Callana, która 10 lat później miała w Polsce zrobić furorę.

Nasi słuchacze po kilku latach czuli się jednak zmęczeni tak jednostajnym sposobem nauczania i zaczęli oczekiwać czegoś bardziej ambitnego. Właściwym wyborem okazała się metoda komunikacyjna, lecz nadal nie mieliśmy odpowiedniego podręcznika. Próbowaliśmy sobie z tym brakiem poradzić na dwa sposoby. Część grup uczyła się na skrypcie opracowanym przez naszego ówczesnego metodyka szkoły, Zofię Kopestyńską, a dla pozostałych słuchaczy sprowadzaliśmy serię Kernel. Później podręcznik ten został wydany w Polsce i stał się dość popularny.

Tymczasem w naszej firmie wydarzyło się coś bardzo ciekawego. Wydawnictwo Gebethner i Spółka, powiązane z FELBERG SJA, opublikowało pierwsze na polskim rynku edukacji językowej nowoczesne podręczniki do nauki metodą komunikacyjną. Były to Strategies na czterech poziomach – Opening, Building, Developing, Studying. Tytuły te wydaliśmy na licencji wydawnictwa Longman. Ze Strategies jako pierwsi zaczęliśmy uczyć z obligatoryjnym wykorzystaniem nagrań na kasetach. Dziś jest to standard w nauczaniu języków, ale to właśnie tamte podręczniki przyzwyczaiły lektorów do prowadzenia zajęć w oparciu o nagrania. Także inne rozwiązania zastosowane w tej publikacji były wówczas nowatorskie: pełnobarwne książki zawierały dużo fotografii z autentycznych wnętrz, na których rozczula design z końca lat 80., m.in. znów dziś modne wzory tapet.

W kolejnych latach Strategies stały się u nas ofiarą swego sukcesu. Nasi słuchacze oczekiwali, że będą uczeni z najnowszych podręczników, dlatego co kilka lat konieczne było wprowadzanie nowych tytułów. Po Strategies nastały czasy New Cambridge English Course. Grupy amerykańskie (taki podział słuchaczy utrzymał się u nas do około połowy lat 90.) uczyły się ze Streamline. Dość długo z wielkim powodzeniem korzystaliśmy z Look Ahead, podręcznika ambitnego i wymagającego dobrego prowadzenia zajęć przez lektora. W niektórych oddziałach szkoły wprowadzony został popularny do dzisiaj Headway. Po drodze był też Reward Macmillana. Zaczęliśmy również uczyć grupy biznesowe, które zaopatrywaliśmy w podręcznik English for Business Chilvera.

Kolejne wprowadzone u nas tytuły używane są do dziś. Do najbardziej popularnych podręczników należy seria English File wydawnictwa Oxford University Press oraz seria Gold, przygotowująca do egzaminów, wydawnictwa Pearson Longman. Języka biznesu uczymy najczęściej z Market Leader (Pearson Longman) i International Express (OUP). Jak zawsze wprowadzamy nowości, takie jak Total English, Intelligent Business, English for Life, ProFile. Korzystamy ze sporej liczby tytułów dla młodzieży i dzieci. Mamy grupy pracujące na podręcznikach bardzo specjalistycznych. Zaopatrujemy w książki słuchaczy uczących się innych języków – włoskiego, hiszpańskiego, francuskiego, niemieckiego, rosyjskiego.

Co się zmienia? Dziś podręcznik to już nie tylko książka. Do zestawu oprócz tradycyjnych ćwiczeń należą płyta CD i CD-ROM oraz specjalna strona internetowa. Około 10 lat temu przypuszczano, że podręczniki w formie książki wkrótce znikną, ale one nadal utrzymują swą mocną pozycję w edukacji językowej i stają się coraz lepsze. 

Dariusz Kętla
Autor jest dyrektorem
ds. dydaktyczno-programowych
szkoły FELBERG

 

 Pozostałe artykuły:

Testy językowe, występy estradowe i laserowy show

Miłość z historią w tle

Z czego uczyć specjalistycznego angielskiego

Repetytoria maturalne

Idiomy angielskie w rysunkach

więcej...



Powrót na góręDrukuj artykułWyślij artykuł