Temat numeru
Szkoła języków obcych
Wydarzenia
Publikacje
Opinie
Porady
Oblicza języka
Warsztat filologa
Ludzie i języki
Enjoy & Learn
Rozmaitości

 

 

O firmie

Nauka języków obcych

Turystyka językowa

Centrum konferencyjne

Księgarnia językowa

Wydawnictwo
 
 

 
Turystyka językowa


Angielski na Malcie
Święci i stare autobusy

Z czym kojarzy się nam Malta? Jedni pomyślą o wyścigach wioślarskich w Poznaniu. Inni może przypomną sobie, że takie państwo przystąpiło ostatnio do Unii Europejskiej. Oczytanym być może przyjdą na myśl joannici. Niewielu Polaków natomiast wie o tym, że Malta jest jednym z najpopularniejszych miejsc, do których jeździ się na kursy językowe.

Malti


Na Malcie mówi się dwoma językami: po maltańsku i po angielsku. Język maltański (malti) jest językiem semickim, spokrewnionym z arabskim i
Na ulicach pojawiają się rzeźby znanych i nieznanych świętych.
hebrajskim, w warstwie leksykalnej pełnym zapożyczeń z łaciny, włoskiego, francuskiego i angielskiego. Większość mieszkańców wyspy posługuje się tym językiem w domu i w codziennych rozmowach z rodakami. Wrażenie bywa dziwne: z jednej strony mnóstwo słów znanych nam z języka polskiego, z drugiej – podczas jak najbardziej katolickiej mszy odprawianej w kościele ksiądz wyraźnie modli się do Allacha. Ciekawe są również nazwy stron świata – przejęto je bowiem od nazw wiatrów, które na tych osamotnionych śródziemnomorskich wyspach wieją ze wszystkich kierunków, nieraz wzburzając fale do tego stopnia, że w środku sierpnia łagodna wycieczka statkiem wokół brzegów nagle zamienia się w wyprawę dla wytrawnych wilków morskich.

Dla pewnej grupy obywateli Malty językiem ojczystym, wyniesionym z domu, jest angielski. Ze względu na historyczne związki z Wielką Brytanią język ten ma status jednego z dwóch języków oficjalnych tego państwa. Angielski rozumieją więc wszyscy mieszkańcy Malty i mówią nim z wyraźnym, łatwym do zrozumienia przez Polaka akcentem. Dodajmy do tego otwartość i życzliwość Maltańczyków, piękne śródziemnomorskie położenie zamieszkanych przez nich wysp, historię i zabytki tego państwa oraz ceny, nadal niewygórowane w porównaniu z Wyspami Brytyjskimi – a otrzymamy idealne warunki pobytowe i dydaktyczne do bezstresowej nauki języka angielskiego w cudownym miejscu. Nic więc dziwnego w tym, że Malta jest pierwszym, podstawowym wyborem Niemców i Włochów, którzy decydują się na wyjazdy językowe. Poza tym spotkamy tam wielu Francuzów, Hiszpanów, Rosjan, Libijczyków, Japończyków, Szwedów, Czechów, Słowaków i Węgrów. Język polski daje się słyszeć zdecydowanie rzadziej.

Getting there


Na Maltę da się dojechać samochodem i dopłynąć promem, ale niewiele osób poza pasjonatami uzna taką podróż za dobry pomysł ze względu na odległość, opłaty, oczekiwanie na prom oraz ruch lewostronny obowiązujący na wyspie. Zapewne można próbować płynąć statkiem, ale do tego też trzeba zapaleńców. Pozostaje więc samolot. Raz w tygodniu jest lot z Warszawy, ale my zdecydowaliśmy się na niewiele droższe połączenie z przesiadką w Monachium – z dwóch powodów: do Monachium można wygodnie dolecieć z innych lotnisk w Polsce, a poza tym połączenia te są dostępne codziennie. Dla nas miało to niebagatelne znaczenie, ponieważ wybraliśmy dwutygodniowy kurs językowy, na który przeznaczyliśmy nasz cały urlop. Chcieliśmy zatem zacząć zajęcia rzetelnie od poniedziałku, kiedy to następuje inauguracja kursu, a nie od środy, kiedy to przylatują samoloty z Warszawy. Szkoły językowe na Malcie nie mają, co prawda, nic przeciwko takim spóźnionym przyjazdom, lecz zważywszy na krótki czas szkolenia, nie byłoby to korzystne dla nas ze względów dydaktycznych.

Merhba!


Po przylocie, w naszym przypadku opóźnionym przez burzę nad Alpami, na lotnisku turyści- słuchacze są bardzo sprawnie obsługiwani przez przedstawicieli ośrodków językowych – otrzymują klucz do swoich kwater oraz przejrzysty pakiet informacji o Malcie i szkole, wraz z terminem i adresem miejsca, w którym odbędzie się spotkanie informacyjne. Zanim z innymi gośćmi ruszyliśmy mikrobusem do naszych apartamentów, zdążyliśmy jeszcze wymienić parę euro na funty maltańskie, zwane też lirami (później okazało się, że mogliśmy spokojnie przywieźć złotówki). Wszędzie witały nas napisy w języku maltańskim – Merhba!, co znaczy: Witamy!

Gorąco


Pensjonat okazał się schludny: miał dobrze wysprzątaną łazienkę i przyzwoicie wyposażoną kuchnię. Samemu trzeba było kupić sobie środki czystościowe, mydła, szampony oraz – i o tym radzimy pamiętać – papier toaletowy. Prawdziwym błędem z naszej strony okazało się natomiast to, że nie zarezerwowaliśmy zakwaterowania z klimatyzacją, która dla gościa z dalekiej północy, nieprzywykłego do upału panującego w sierpniu na Malcie, jest po prostu niezbędna. Na szczęście miły szef-właściciel zrozumiał nasze cierpienia i zaopatrzył nas w dodatkowy wiatrak. Następnym razem zdecydujemy się jednak zapewne nie na apartamenty, lecz na tradycyjny hotel.

Hałaśliwi święci


Pierwszy poranek obudził nas o godzinie 8.00 potężnym hukiem, który brzmiał jak wystrzał armatni. Wyrwani ze snu, nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Potem zdążyliśmy przywyknąć do tych huków, ponieważ przez cały okres naszego pobytu na Malcie wystrzały było słychać z różnych stron od rana do wieczora. W ten sposób Maltańczycy obchodzą odpusty – dni świętych patronów swoich licznych parafii. Wieczorem w wigilię święta urządzają fajerwerki, a w dniu odpustu organizują targi, występy i inne atrakcje, które trwają do późnych godzin nocnych. Na ulicach pojawiają się ponadnaturalnej wielkości barwne figury znanych i nieznanych świętych: Sebastian cały poprzebijany strzałami, Wawrzyniec upieczony na ruszcie, Roch z obnażonym udem, Agata z obciętymi piersiami na tacy, Archanioł z prawdziwym kwiatem lilii dla Najświętszej Marii Panny.

Codziennie w innym kościele


Maltański katolicyzm jest żywy i emocjonalny – mówi się, że nigdy nie wyszedł z okresu baroku. Kościołów na Malcie jest podobno tyle co dni w roku. Najwspanialsze z nich to między innymi katedry w trzech stołecznych miastach, w obecnej stolicy Malty – Valetcie, dawnej stolicy – Mdinie (zwanej Milczącym Miastem, u którego stóp rozciąga się Rabat, czyli przedmieście) oraz stolicy wyspy Gozo – Victorii. Ta ostatnia katedra jako jedyna nie doczekała się kopuły, charakterystycznej dla kościołów maltańskich o wysokiej randze sakralnej. Domalowano ją zatem iluzjonistycznie od środka – na tyle udatnie, że parafianie innej kopuły już nie chcieli. Największe wrażenie robią jednak mozaiki w posadzce, stanowiące nagrobki dawnych rycerzy joannitów, czyli kawalerów maltańskich. Zachwycają kunsztem i zarazem porażają makabrycznością realistyczne kościotrupy wychodzące ze wspaniale zdobionych trumien. Pod kartuszami herbowymi można przeczytać nazwiska dawnych rycerzy-zakonników: Borg, Spiteri, Aquilina, Cassar, Grech. Zastanawia tylko ich zbieżność z typowymi nazwiskami maltańskimi – przecież kawalerowie byli stanu duchownego, więc nie mogli mieć żon ani płodzić legalnego potomstwa. Nawet szachy w maltańskiej wersji nie mają królowej.

Zabytkiem do szkoły


Jeżeli ktoś nie mieszka w pobliżu szkoły, musi do niej dojechać autobusem. Tu zaczyna się zabawa. Najpierw pomyliliśmy
Przyjemność jazdy takim zabytkiem kosztuje ok. 2zł.
kierunki – zapomniawszy, że na Malcie obowiązuje ruch lewostronny, stanęliśmy po złej stronie ulicy na niewłaściwym przystanku. Kiedy już zorientowaliśmy się, na czym polegał nasz błąd, przegapiliśmy kilka kursów – nie zatrzymując się na przystanku, mijały nas piękne zabytkowe pojazdy w żółtym kolorze. Jak się wkrótce przekonaliśmy, kierowcy trzeba dać znak ręką, aby zabrał oczekujących pasażerów. Ku naszemu zdumieniu wozami kursowymi okazały się wspaniałe maszyny pochodzące nierzadko nawet z lat pięćdziesiątych, utrzymywane w idealnym stanie przez kierowców-właścicieli, którzy je starannie malują, ozdabiają oraz zaopatrują w cytaty z Pisma Świętego. W pobliżu miejsca kierowcy zawsze znajduje się mniej lub bardziej rozbudowany ołtarzyk z obrazkami świętych, krzyżykiem, różańcem, sztucznymi kwiatkami i lampką. Przyjemność jazdy (czasem wątpliwa, w tłoku i upale) kosztuje ok. 2 zł.

Uczymy się


W wybranej przez nas szkole językowej – EC European Centre – wszyscy uczestniczy piszą najpierw test kwalifikacyjny, na podstawie którego są kierowani do odpowiednich grup. Grupy nie są duże. Nas, Polaków, może jednak dziwić 14- lub 15-osobowy skład, ponieważ pod tym względem mamy dość wyśrubowane oczekiwania. Warto wtedy zainteresować się tzw. minigrupami oraz kursami indywidualnymi (nie musi to być cały kurs, tylko dodatkowe godziny). Nauka odbywa się w przyjemnych, jasnych, klimatyzowanych salach w dwóch nowych budynkach. Sale mają ruchome ścianki działowe, więc w razie potrzeby można tworzyć większe lub mniejsze pomieszczenia.

Nasza pani od angielskiego


Obsada lektorska jest starannie dobrana przez dyrektora metodycznego, panią Nadię Aquilinę. Są to nauczyciele o ciekawej osobowości, native speakerzy maltańscy i zagraniczni, ale także Maltańczycy będący nie tyle native speakerami, ile użytkownikami angielskiego jako tzw. języka drugiego. Wszyscy reprezentują bardzo dobry poziom zarówno językowy, jak i dydaktyczny. Jako wizytujący przedstawiciel Szkoły FELBERG obserwowałem pracę trzech lektorów oraz wypytałem o zajęcia prowadzone przez kilku innych. Nauczyciele prezentowali wspaniałe zaangażowanie i profesjonalizm, ale od razu nasunęła mi się następująca uwaga: nasi lektorzy w Polsce niczym im nie ustępują! Muszę jednak przyznać, że nauczyciele maltańscy mają utrudnione zadanie: skład grupy zmienia się praktycznie co tydzień, więc lektorzy muszą sobie dobrze radzić z doborem materiału i dostosowaniem sposobu pracy do coraz to nowych potrzeb. Wszyscy słuchacze otrzymują bezpłatnie podręcznik – najczęściej Grammarway, Cutting Edge oraz Language To Go. Podręczniki są jednak wykorzystywane podczas zajęć w sposób dość dowolny, a lektorzy przynoszą mnóstwo kserówek.

Troska


Szkoła otacza słuchaczy bardzo dobrą opieką. Specjalnie zatrudniona osoba, pani Paola, wnikliwie czyta przeprowadzane raz w tygodniu ankiety i od razu reaguje na sygnały niezadowolenia. Jest obecna wszędzie, a jeśli zajdzie taka konieczność, potrafi poświęcić całą swoją uwagę jednej osobie, sprawy załatwia szybko i sprawnie. Do dyspozycji słuchaczy są również pozostali pracownicy szkoły – przemiły młody zespół recepcji (który wieczorem zamienia się w ekipę gotową do wyjścia z uczniami na miasto), a także cały dział dydaktyczno- programowy.

Czym się żywi uczeń


Szkoła organizuje słuchaczom czas przez cały pobyt. Już na samym początku mile zaskakuje uczestników kursów. Nie ogranicza się bowiem tylko do suchego spotkania informacyjnego, lecz w średniowiecznym młynie urządza przyjęcie powitalne, na którym są serwowane tradycyjne dania maltańskie, na przykład królik, oraz lokalne wina (oczywiście – dla dorosłych). W ogóle Malta okazuje się kulinarnie ciekawsza, niż wynika to z przewodników. Pod dostatkiem jest świeżych ryb i owoców morza, przyrządzanych na sto sposobów. W słońcu dojrzewają dorodne, smaczne warzywa i owoce – oliwki, pomidory, figi, opuncje, miniaturowe gruszeczki. Lokalnie uprawiana winorośl daje zaskakująco wykwintne i bardzo przystępne cenowo wina, w tym także wyrabiane metodą tradycyjną trunki w rodzaju szampana. Tajniki winiarstwa można zgłębiać podczas wyprawy do piwnic Marsovin – jednego z maltańskich producentów wina. Zwiedzaniu towarzyszy degustacja i przyjemny poczęstunek: sery oraz bruschetta. Do tych piwnic nie ma wstępu indywidualny turysta – mogą je obejrzeć jedynie goście szkół językowych.

Nie ma nudy


Pozaszkolne przyjemności nie ograniczają się tylko do degustowania potraw i trunków. Prawie codziennie organizowana jest jakaś wycieczka. Tak więc w ciągu dwóch tygodni dzięki naszej wspaniałej przewodniczce Florze Borg poznaliśmy praktycznie całą Maltę oraz część sąsiedniej wyspy Gozo. Na niewielkim obszarze znajduje się wiele ciekawych i niezwykle malowniczych miejsc: świetnie zachowane ruiny tajemniczych starożytnych świątyń, fortyfikacje sprzed kilkuset lat, groty grzebalne, pałace, kościoły, rozległy port i małe przystanie rybackie z barwnymi łódkami. Przy upale każdą wycieczkę można urozmaicić morską kąpielą w jednej z setek urokliwych zatoczek. Aktywni zapisują się na kursy nurkowania. Wieczorem czekają liczne kluby, puby i bary, a w nich młodzi goście z całego świata. Niekwestionowanym hitem naszego pobytu okazała się wieczorna wyprawa żaglowcem do miejsca zwanego Błękitną Laguną – towarzyszyły jej tańce, morskie kąpiele pod gwiazdami, wspaniałe jedzenie i wino.

Jechać?


Malta to świetna propozycja wyjazdu językowego przede wszystkim dla młodzieży od lat 18. Jest ona zdecydowanie tańsza niż Wielka Brytania czy Irlandia. Przyciąga bogatym życiem wieczorno-nocnym i wielonarodowym, wesołym towarzystwem.

Maltę warto też polecić młodym energicznym biznesmenom rozpoczynającym karierę zawodową. Zajęcia business English prowadzą świetni lektorzy z doświadczeniem biznesowym, nie tylko dydaktycznym. Wielonarodowe grupy stanowią niemal idealne otoczenie biznesowe, dzięki czemu czasem dochodzi nawet do nawiązania prawdziwych kontaktów zawodowych.

Malta może być również celem wyjazdu rodziców z dziećmi (oddzielny kurs dla dzieci, odbywający się w godzinach od 8.00 do 16.00, w czasie zajęć swoich pociech rodzice sami się uczą albo plażują lub zwiedzają zabytki). Z moich obserwacji i rozmów wynika, że lepiej jest wyjechać na Maltę na trzytygodniowy kurs niż decydować się na kurs trwający tylko dwa tygodnie, nawet jeśli miałoby to być szkolenie intensywne.

Dariusz Kętla
Autor jest dyrektorem
ds. dydaktyczno-programowych
szkoły FELBERG

 

 Pozostałe artykuły:

Language Camps - How to combine business with pleasure

Humboldt Institut - szkoła z akceleratorem

Limerick

Wyjazd samodzielny

Czar szwajcarskich wzgórz

więcej...



Powrót na góręDrukuj artykułWyślij artykuł