|
Studia i praca za granicą Limerick Pojawia się szansa na studia
za granicą. Dostajesz stypendium.
Jest wspaniale, ale co dalej?
Zastanawiasz się, czy sobie
poradzisz? Czy wystarczy ci
pieniędzy na życie w obcym kraju
i sił na konfrontację z nowym
otoczeniem? Tysiące takich
pytań pewnego dnia zaprzątnęły
głowę Marty – studentki prawa
na Uniwersytecie Łódzkim. Nie
przeraziły jej jednak wspomniane
wątpliwości. Podjęła odważną
decyzję i pojechała do Limerick,
do Irlandii.
Marta skorzystała z szansy, jaka się pojawiła
dość niespodziewanie, w środku lata, w lipcu.
Nabór na stypendia z programu Socrates
dawno się skończył. Okazało się jednak,
że ktoś zrezygnował i poszukiwano osoby na
jego miejsce. Przypadkowa wizyta na wydziale,
przypadkiem przeczytane ogłoszenie i... się
udało. Na czwartym roku prawa Marta pojechała
studiować na dwa semestry na University
of Limerick, School of Law.
Kiedy wszystkie fomalności zostały załatwione,
pojawił się pierwszy problem. Finanse
– stypendium wystarczy zaledwie na
opłatę za akademik. Dlatego zaraz po zakwaterowaniu
się w akademiku Marta zaczęła
szukać pracy, aby mieć pieniądze na codzienne
wydatki. Okazało się jednak, że do podjęcia
pracy konieczny jest irlandzki NIP. Opłacało
się cierpliwie czekać kilkadziesiąt minut
w długiej kolejce. Z numerem w kieszeni poszło
łatwiej. Marta znalazła pracę w Pizza
Hut jako kelnerka. – Mogłam spokojnie odetchnąć.
Przynajmniej chwilowo miałam pieniądze
na utrzymanie się – wspomina.
Teraz przyszła kolej na zapoznanie się
z uczelnią i studentami, czyli tzw. orientation
programme. Potem było już z górki, pierwsze
wykłady (lectures) i ćwiczenia (tutorials),
a także pierwsze dni pracy. Mimo nawału zajęć
Marta znalazła czas na rozejrzenie się po
okolicy i na pierwsze refleksje.
Różnica między uczelnią polską i irlandzką
była dość duża. Przede wszystkim należało
się przestawić na inny system kształcenia.
– W Polsce liczy się głównie pamięciówka,
w Irlandii większy nacisk kładzie się na
praktyczne zastosowanie wiedzy. Częściej też
są egzaminy i sprawdziany, choć przyznaję,
że studentów międzynarodowych traktuje się
dość wyrozumiale – mówi Marta.
Pozytywne wrażenie zrobili na niej wykładowcy.
Wspomina ich jako otwartych na
kontakty ze studentami, chętnie wchodzących
z nimi w dyskusje czy polemiki. Zachwycało
także zaplecze uniwersyteckie w postaci darmowego
dostępu do internetu, biblioteki i materiałów
pomocniczych. Niezwykłe było również
samo osiedle akademickie. Miasteczko
studenckie, tuż obok uniwersytetu, znajdowało
się ok. 20 minut drogi od centrum
Limerick. Akademiki to osiedla domków –
ośmio- lub czteropokojowych. Każdy z domków
był bardzo dobrze wyposażony w sprzęt
AGD. Telewizor, lodówka, zmywarka czy toster
znajdowały się także w domkach o niższym
standardzie. W samym miasteczku były
również sklepy, księgarnia, puby, klub sportowy
i basen.
Brać studencka to wielokulturowy tygiel.
Największy odsetek wśród międzynarodowych
studentów stanowiła młodzież z USA
i Azji. – Spotkanie się w jednym miejscu tylu
różnych kultur i narodów to wspaniała lekcja
tolerancji i otwartości na innych, ale też trudna
nauka pokory – podkreśla Marta. – Nawiązałam
nowe przyjaźnie, co okazało się
bardzo przydatne, zwłaszcza w chwilach tęsknoty
za rodziną i pozostawionymi w kraju
znajomymi.
W pracy również nie było lekko. Wyrozumiałe
i przyjazne kierownictwo restauracji
stawiało wysokie wymagania, którym należało
sprostać. – Czasami bywało ciężko, zwłaszcza
gdy pracuje się ze świadomością, że kilkunastu
innych Polaków czeka na twoje miejsce.
Bałam się strasznie, czy wszystko dobrze
zrozumiem, czy się nie pomylę przy zamówieniach.
Na szczęście Irlandczycy są bardzo
przyjaźnie nastawieni, cierpliwi i wyrozumiali
– przyznaje Marta. Miejscowi są zaskoczeni
tak dużą popularnością ich kraju wśród
Polaków, ale patrzą na nas ze zrozumieniem,
gdyż sami w swojej historii przeżywali falę
emigracji.
Dzisiejsza Irlandia przyciąga nie tylko
soczystą zielenią, kiedy w Polsce jest środek
zimy, lecz także wspaniałymi ludźmi.
Poza tym kryje w sobie wiele niepowtarzalnych
miejsc, które warto zobaczyć, takich
jak chociażby Cliffs of Moher. – W maju odwiedzili
mnie rodzice i brat. Wynajęliśmy samochód
i ruszyliśmy w podróż po Irlandii.
Było cudownie i przepięknie, przeżyłam wiele
niepowtarzalnych chwil, które wynagrodziły
mi wszystkie trudy związane z tym wyjazdem.
Dzisiaj wiem, że podjęłam dobrą decyzję.
Wiele się nauczyłam, i to nie tylko prawa
i angielskiego. Przede wszystkim zdobyłam
wyjątkowe doświadczenie życiowe – stwierdza
Marta.Aleksandra Nowak
| | Pozostałe artykuły:
Language Camps - How to combine business with pleasure
 Humboldt Institut - szkoła z akceleratorem
 Wyjazd samodzielny
 Czar szwajcarskich wzgórz
 Kolonie i obozy językowe
 więcej...

|