Temat numeru
Szkoła języków obcych
Wydarzenia
Publikacje
Opinie
Porady
Oblicza języka
Warsztat filologa
Ludzie i języki
Enjoy & Learn
Rozmaitości

 

 

O firmie

Nauka języków obcych

Turystyka językowa

Centrum konferencyjne

Księgarnia językowa

Wydawnictwo
 
 

 
Turystyka językowa


Przełamywanie barier językowych, cz. II
Wyjazd samodzielny

Po pierwsze warto zdecydować się na wyjazd indywidualny, bez towarzystwa koleżanki czy kolegi, a na miejscu pobytu odizolować się od wszystkich, którzy mówią naszym językiem ojczystym. To chyba jedna z najtrudniejszych decyzji, ale mimo to warto się na nią odważyć, bo tylko w ten sposób osiągniemy efekt podświadomej mobilizacji, o którym pisałam w poprzednim numerze „Anglofana”.

Ja, m.in. właśnie z tego względu, zdecydowałam się na wyjazd do Australii. Sama, z biletem powrotnym do wykorzystania dopiero po upływie pół roku od wyjazdu, z plecakiem, którego zupełnie nie umiałam spakować, i adresem taniego hostelu w pobliżu szkoły językowej. Przez cały czas tej eskapady przebywałam w towarzystwie Azjatów, Arabów, Afrykańczyków i, oczywiście, Australijczyków, którzy w większości byli emigrantami z krajów europejskich. Przez prawie pół roku spotkałam tylko dwie Polki. Muszę jednak przyznać, że wcale nie tęskniłam za kontaktem z rodakami. Wprawdzie na początku miałam wrażenie, jakbym wylądowała na obcej planecie, ale już po upływie pierwszego tygodnia od przyjazdu czułam się dużo swobodniej w towarzystwie kolegów i koleżanek z Japonii, Tajlandii, Tajwanu, Korei czy Chin niż wśród przyjeżdżających na kurs Europejczyków, którzy czasem demonstrowali swoją wyższość nad mieszkańcami Wschodu, co później bardziej mnie bawiło, niż irytowało.

Otwartość w kontaktach z ludźmi

Drugim ważnym elementem w przełamywaniu barier językowych jest otwartość na różne środowiska, w których będziemy przebywać. Nie powinniśmy zamykać się w nowo poznanym gronie, lecz starać się poznawać różne środowiska. Jeśli wyjeżdżamy do szkoły językowej, pierwszą grupę naszych znajomych na pewno będą stanowili uczestnicy kursu. Wtedy dobrze jest znaleźć takie miejsca, w których będziemy mieć możliwość kontaktu z native spekerami, bo właśnie kontakty z nimi są dla nauki języka obcego najważniejsze.

Spędzenie pierwszego miesiąca w hostelu dało mi możliwość poznania wielu interesujących ludzi, z którymi utrzymuję kontakty do dziś. Dzięki temu środowisku odkryłam język angielski w jego potocznej odmianie, a także poznałam slang młodzieżowy, co było dla mnie kolejnym bardzo ciekawym doświadczeniem. Ponadto mając miejsce w hostelu, mogłam spokojnie szukać mieszkania i sympatycznych współlokatorów – studentów, z którymi później żyło mi się trochę tak jak w filmie Smak życia Cedrica Klapischa.

Tak więc kolejnym środowiskiem, które warto poznać, jest środowisko studenckie. Uczęszczanie na uniwersytet może być ciekawym doświadczeniem z różnych względów. Dobrze jest wziąć udział w kilku wykładach na interesujące nas tematy. Można zapisać się do biblioteki, co ułatwi nam dostęp nie tylko do książek i słowników, lecz także do filmów i płyt z muzyką. Ponadto liczne imprezy organizowane przez studentów dadzą nam możliwość poznania ludzi z odmiennych środowisk, o różnych poglądach.

Małe miasteczko czy metropolia

Chciałabym dodać jeszcze jedną refleksję na temat wyboru kraju i miejsca, w którym będzie się odbywać kurs. Uważam, że mankamentem kursów w Anglii czy Irlandii jest niemożność spełnienia warunku odizolowania się od rodaków, ponieważ w tych krajach niemal na każdym kroku można spotkać Polaków. Australia oferuje nam naukę, niezapomnianą przygodę, możliwość poznania ludzi pochodzących z zupełnie innych kultur niż europejska, a także szansę zobaczenia niezwykłej dla nas przyrody. Jeśli zdecydowaliśmy się na wyjazd do Australii, to na czas kursu polecam raczej małe miasteczko niż wielkie metropolie, jak Melbourne czy Sydney, gdzie ludzie są dla siebie anonimowi. Ja przez przypadek trafiłam do Fremantle (miasteczka w pobliżu Perth), które poza urzekającym pięknem ma jeszcze tę zaletę, że prawie wszyscy jego mieszkańcy się znają. Tam po miesiącu nikt nie jest bezimiennym turystą czy nieznanym cudzoziemcem, lecz nawet nie zdając sobie z tego sprawy, należy już do społeczności mieszkańców. Dla mnie po krótkim czasie stało się zupełnie naturalne to, że pozdrawiali mnie sprzedawcy pracujący w butikach, które codziennie mijałam w drodze na kurs, oraz to, że kierowcy autobusów życzliwie mnie zagadywali i dość szybko nauczyli się mojego imienia. Nawet samotne wyjście do kawiarni czy baru stawało się okazją do zawarcia nowych znajomości. Wydaje mi się, że atmosfera otwartości, nieskrępowania i bezpośredniości panuje głównie w takich małych miastach jak Fremantle.

Jeśli jednak ktoś czułby się rozczarowany pobytem w „małej mieścinie”, to kurs w Embassy CES daje możliwość przeniesienia się do innych oddziałów tej instytucji, znajdujących się w Sydney, Melbourne oraz w Adelajdzie. Jeden z moich japońskich kolegów, który wybrał się do Australii na prawie cały rok, odwiedził wszystkie placówki szkoły, kierując się chęcią poznania nowych ludzi i zwiedzenia tego rozległego kontynentu.

Wyostrzony słuch

Kolejną pomocą w przekraczaniu barier językowych jest umiejętność wsłuchiwania się w to, co w codziennych sytuacjach mówią ludzie, i adaptowania tych zwrotów do własnego słownictwa. Zwykle trzeba wówczas odstąpić od rygorystycznych reguł gramatycznych, które nam wpojono, ale właśnie w ten sposób uczymy się rozumienia i stosowania języka potocznego w odpowiednich sytuacjach. Wymaga to również trochę czasu i pewnego wyczulenia słuchu, dlatego warto zawsze mieć przy sobie notes, w którym zapisuje się zasłyszane słowa, wyrażenia, zwroty czy frazy, a także, co okaże się bardzo przydatne przy późniejszym przeglądaniu notatek, konteksty zdaniowe, nierzadko z adnotacją sytuacyjną. Do sprawdzenia znaczenia nieznanych nam wyrazów wcale nie potrzebujemy słownika. Starajmy się nawet korzystać z niego jak najrzadziej, a jeśli okaże się to konieczne, sięgajmy tylko po słownik języka angielskiego. Jednakże najłatwiej zapamiętamy nowe słownictwo, pytając o jego znaczenie native speakerów. Nawet jeśli wytłumaczenie nie będzie dla nas dość jasne, nie zrażajmy się, lecz pytajmy do skutku. Australijczycy są pod tym względem bardzo cierpliwi. Myślę, że rozumieją problemy związane z przełamywaniem barier językowych lepiej niż inne nacje, ponieważ większość z nich to imigranci z dalekich krajów, którzy sami musieli przejść proces adaptacji w nowym państwie.

Wyjazd na kurs językowy za granicę, w odróżnieniu od zwykłej, nawet długotrwłej wyprawy turystycznej, polecam z dwóch względów. Po pierwsze, renomowana szkoła nie tylko daje nam możliwość poznania gramatyki, składni oraz słownictwa języka obcego, lecz także przygotowuje nas do konfrontacji z oryginalnymi aspektami różnych dialektów. Po drugie, wyjazd na kurs nie musi ograniczać się do samej nauki. Spotkanie z lokalnymi mieszkańcami pozwoli nam, w sposób zupełnie naturalny, przełamać problem bariery językowej. Ponadto nowo nawiązane znajomości dadzą nam możliwość zobaczenia najciekawszych miejsc odwiedzanego przez nas kraju, a zawarte przyjaźnie będą trwałym bodźcem do podtrzymywania kontaktów w języku dla nas już nieobcym.

Katarzyna Sztombka
Autorka była uczestniczką kursu językowego w Australii,
zorganizowanego przez Biuro Turystyki FELBERG

 

 Pozostałe artykuły:

Language Camps - How to combine business with pleasure

Humboldt Institut - szkoła z akceleratorem

Limerick

Czar szwajcarskich wzgórz

Kolonie i obozy językowe

więcej...



Powrót na góręDrukuj artykułWyślij artykuł