Szkoła języków obcych
Wydarzenia
Turystyka językowa
Publikacje
Opinie
Porady
Oblicza języka
Warsztat filologa
Ludzie i języki
Enjoy & Learn
Rozmaitości

 

 

O firmie

Nauka języków obcych

Turystyka językowa

Centrum konferencyjne

Księgarnia językowa

Wydawnictwo
 
 

 
Temat numeru


Literatura piękna w nauce angielskiego
Kiedy, gdzie i jak korzystać z materiałów oryginalnych?

Temat ten – wielokrotnie podejmowany na łamach „Anglofana” – powracać będzie stale, ponieważ między innymi za sprawą internetu materiałów autentycznych mamy do naszej dyspozycji coraz więcej i to w różnej formie.

Jedna z obiegowych opinii głosi, że materiały oryginalne są atrakcyjne zarówno dla uczniów, jak i dla uczących. Czy jednak tak jest naprawdę?


Zapytajmy nauczycieli języka angielskiego zatrudnionych w szkołach średnich, lektorów pracujących na uczelniach i na językowych kursach w szkołach prywatnych, czy korzystają z tekstów autentycznych, a przekonamy się, że odpowiedź na to pytanie z reguły będzie podobna: „Tak, ale traktujemy je raczej jako uzupełniające, z których częściej korzysta się w domu przy odrabianiu zadanych prac niż na zajęciach”. Okazuje się, że oprócz studentów filologii, którzy obcują wyłącznie z tekstami „niepreparowanymi”, zwykle i nauczyciel, i uczeń czuje się bezpieczniej, pracując z podręcznikiem (nawet nudnawym) i z materiałami adaptowanymi na potrzeby danego kursu niż obcując z tekstami oryginalnymi. O materiałach literackich lepiej nawet nie wspominać, ponieważ stanowią swoiste tabu. Nie powinna dziwić nas taka sytuacja – sztuka czytania książki i prasy, nadmiernie nieuproszczonej, od wielu lat cierpi na regres, stłumiona postępującą dostępnością Sieci WWW i towarzyszącymi jej konsekwencjami.

Warto jednak uświadomić sobie, że w nauce języka obcego nie uciekniemy nigdy ani od podręcznika, ani też od przetestowania naszych postępów w kontakcie z szeroko pojętym tekstem autentycznym. Rola nauczyciela, lektora, wykładowcy uniwersyteckiego jest tu nieoceniona: to on ma zachęcić swych podopiecznych do takiego obcowania z dziełem literackim, aby w przyszłości chcieli samodzielnie podejmować takie wyzwania.

Ważne jest więc, aby odpowiednie dzieła literackie – we fragmentach czy całości – omawiać z uczestnikami zajęć we właściwym czasie, uwzględniając zarówno ścisły związek utworu z realizowanym programem dydaktycznym, jak i predyspozycje uczniów.


W kształtowaniu umiejętności odbioru takich tekstów niezmiernie istotne jest jak najwcześniejsze wprowadzanie dzieci w świat literatury i ukazywanie jego piękna. Wszczepianie pasji czytania książek powinno się rozpoczynać już w dzieciństwie. Nauczyciele języka angielskiego mają tu duże pole do popisu, ponieważ literatura anglojęzyczna obfituje w znakomite pozycje dziecięce i młodzieżowe. Oczywiście, warto jest rozpocząć od lektury sztucznie ułatwionej, od abridged versions (godne polecenia są pozycje z serii „Oxford Bookworms Library” czy „Felberg English Readers”), ale pamiętajmy, że dzieci – ze swą chłonnością umysłową i znakomitym słuchem językowym – otwarte są na teksty autentyczne: od nieśmiertelnych wierszyków Mother Goose, przez historie zwierzęce Beatrix Potter, klasyki Lewisa Carrolla i A.A. Milne’a, The Wind in the Willows Kennetha Grahame’a, aż po literaturę młodzieżową (The Lord of the Rings, Star Wars, Harry Potter). Najlepszą formą przyswajania języka na najwcześniejszym etapie nauki jest metoda audio. Dzieci powinny słuchać kaset bądź płyt CD z autentycznymi nagraniami książek (por. artykuły Jerzego Chyba w „Anglofanie” nr 1, 2, 2003). Z własnego doświadczenia wiem, jak znakomite mogą być tego efekty i w jak krótkim czasie młody człowiek jest w stanie zapamiętać pokaźne fragmenty tekstu. Wykorzystajmy tę naturalną zdolność młodego umysłu do bezbolesnego chwytania dobrej wymowy i bezwiednego przyswajania pewnych struktur językowych, ponieważ z biegiem lat w nieodwracalny sposób nasze ucho i pamięć wymagać będą coraz większego treningu.

Obraz towarzyszący dźwiękowi nie zawsze jest konieczny, bywa nawet tak, że wręcz lepiej z niego zrezygnować.


Wizualizacja bowiem niekiedy za bar dzo ułatwia rozumienie tekstu. Badania prowadzone nie tak dawno nad stopniem zrozumienia tekstów informacyjnych emitowanych w Telewizji Polskiej pokazały dobitnie, że gdyby nie obraz, przytłaczająca większość telewidzów nie zrozumiałaby w pełni sensu przekazu ustnego. Skoro więc mamy kłopoty (i to jako dorośli) ze zrozumieniem naszego własnego języka, cóż dopiero mówić o tekście w języku obcym. Mimo to namawiam ambitniejszych słuchaczy do wyłączenia obrazu i skoncentrowania się na pięknie
samego języka, mówionego czy pisanego. Istnieje jednak pokaźna grupa wzrokowców, dla których rola obrazu w nauce jest nieoceniona. Tych zachęcam, aby odważyli się oglądać dobre ekranizacje dzieł literackich, i to, jeśli tylko jest taka możliwość, w wersji oryginalnej (kino brytyjskie, choć nie ono jedyne, może się w tej dziedzinie pochwalić bardzo udanymi pozycjami). W wielu filiach Szkoły FELBERG działają kluby filmowe, których zaletą jest fachowa pomoc lektora w wyjaśnianiu trudniejszych treści. Przestrzegam wprawdzie przed tekstami pisanymi w języku minionych epok, które często okazują się anachroniczne dla współczesnego odbiorcy, ale mimo to wszystkich miłośników prozy J.R.R. Tolkiena bardzo gorąco zachęcam do wysłuchania choćby fragmentów trylogii The Lord of the Rings w oryginale. Język Tolkiena, pomimo swej archaizacji, jest dostępny dla bardziej zaawansowanego słuchacza, a w wersji filmowej zachwyca klarownością wymowy. Warto więc wsłuchać się w tę piękną angielszczyznę, chociażby przez jakiś czas powstrzymując się od czytania napisów. Oczywiście pozostaje pytanie, czy najpierw starać się zaznajomić z książką, a potem oglądać film w wersji oryginalnej, czy też odwrotnie. Wydaje się, że najprostszą drogą jest lektura danego dzieła po polsku, potem po angielsku, a wreszcie obejrzenie filmu. Nie może to być jednak sztywną regułą – słuchacz ambitny może pokusić się o odwrócenie tej kolejności.

A co z poezją? Autorzy niektórych publikacji edukacyjnych czynią nieśmiałe próby zamieszczania wybranych utworów poetyckich.


Jeden z podręczników z serii „Headway” zawiera wiersz W.H. Audena Stop All the Clocks. Jest to przykład poezji współczesnej, pozornie dosyć oczywistej w interpretacji i niezbyt wymagającej w sferze językowej, ale lektorzy twierdzą, że ich uczniowie wykazywali średnie zainteresowanie tym utworem. Dlatego też za lepszą inicjatywę uważam organizowanie wieczorów poezji angielskiej. Przykładem takiego przedsięwzięcia jest spotkanie opisane przez Karolinę Wilkanowską z filii FELBERG w Toruniu („Anglofan” nr 1, 2003). Na szczególną pochwałę zasługuje zaangażowanie lektorki, która podała swym uczniom dość szerokie spektrum poezji, dodatkowo uwzględniając w scenariuszu wieczoru elementy translacji. Kontakt z tym rodzajem literackim kulminował przede wszystkim w recytacji.

Nie zapominajmy zatem o fakcie podstawowym: poezję należy czytać na głos, ponieważ najpełniej oddziałuje ona przez warstwę brzmieniową.


W dobie, kiedy czytamy mało, a prawie wcale na głos, zachęcam nauczycieli i uczniów do recytacji krótszych angielskich form poetyckich, w nich bowiem – jak rzadko w innym tekście – usłyszeć można niepowtarzalną instrumentację języka: jego rytm, tempo, kadencję akcentową, jednym słowem, muzykę języka daleko odbiegającą od „orkiestracji” naszego języka rodzimego.

Nie zawsze też musimy sięgać po poezję trudną, „wysoką”. Szekspira „nieadaptowanego” zostawmy studentom filologii i kandydatom na anglistykę, co najwyżej zdecydujmy się na któryś z szekspirowskich sonetów albo na jedną z tradycyjnych angielskich ballad (niejednokrotnie mają one zaskakującą fabułę). Na zajęciach lektorzy często wykorzystują materiał poetycki pozornie niskiego lotu, czyli teksty popularnych piosenek (lyrics). Są one nie tylko socjologicznie i kulturowo ciekawe, lecz również okazują się interesujące pod względem leksykalnym i fonetycznym (polecam np. standardy jazzowe minionego wieku).

Warto też zwrócić uwagę na norweską serię podręczników „Visions” (1995) do nauki języka angielskiego dla bardziej zaawansowanych. Są one oparte na autentycznych, współczesnych, nierzadko slangowych, pełnych dialektyzmów tekstach prozatorskich i poetyckich z całego anglojęzycznego obszaru świata.

Reasumując, nieistotne jest, do jakiego materiału literackiego dotrzemy: „wysokiego” czy „niskiego”, prozy czy poezji, in extenso czy w wybranych fragmentach, na zajęciach pod bacznym okiem lektora czy w domowym zaciszu ze słownikiem, a może przed kinowym ekranem, ważne jest natomiast, aby w naszej językowej edukacji nie zabrakło autentycznej lektury dającej nam satysfakcję.

W dobie supremacji Sieci WWW, gdy nasze „oglądanie świata” coraz częściej odbywa się przez kadr ekranu komputerowego, warto jest wziąć do ręki tomik poezji, zbiór opowiadań, powieść i poczytać je do poduszki czy przy filiżance kawy.


Trzeba też pamiętać, że dla inteligentnego ucznia źródłem niewyczerpanej wiedzy o języku obcym są nie tylko teksty zaczerpnięte z książek, prasy, internetu, wysłuchane w radiu, na DVD czy w kinie. Nawet najbłahsza reklama dostrzeżona na billboardzie czy obejrzana w telewizji jest cegiełką w mozolnie wznoszonym gmachu znajomości języka obcego, ale o tym powiedzą zapewne kolejne artykuły w „Anglofanie”.

Elżbieta Chrzanowska-Kluczewska
Autorka jest językoznawcą, wykładowcą semantyki literackiej
w Instytucie Filologii Angielskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego,
przez wiele lat była konsultantem metodycznym
filii FELBERG w Krakowie.

 

 Pozostałe artykuły:

Powiedzieli nam

Znajomy z kursu

Kadra lektorska pracująca z dorosłymi

Edukacja językowa osób dorosłych

Już na zawsze z nami

więcej...



Powrót na góręDrukuj artykułWyślij artykuł