Szkoła języków obcych
Wydarzenia
Turystyka językowa
Publikacje
Opinie
Porady
Oblicza języka
Warsztat filologa
Ludzie i języki
Enjoy & Learn
Rozmaitości

 

 

O firmie

Nauka języków obcych

Turystyka językowa

Centrum konferencyjne

Księgarnia językowa

Wydawnictwo
 
 

 
Temat numeru


Rozmowa z Marcinem Kydryńskim
Cios, moc i puls

Dla kariery pańskiego ojca znajomość języków miała kolosalne znaczenie. Czy tak było również w pana przypadku?

Wydaje mi się, że w moim życiu ma ona nawet jeszcze większe znaczenie. Jestem rodzicom bezgranicznie wdzięczny za to, że upierali się przy moich prywatnych lekcjach angielskiego. Wiele lat później mogłem dzięki nim objechać świat, pisząc i fotografując, a potem poprowadzić prezentację dla redakcji „National Geographic” w Waszyngtonie. Obecnie, kiedy pracuję z moją żoną, jestem odpowiedzialny za kontakty z muzykami z całego globu, których bierzemy pod uwagę w naszych projektach. Mailuję z nimi właściwie codzienne i zapewne także te maile, oprócz samej muzyki, skłaniają ich do podjęcia współpracy z nami.

Co skłoniło pana do nauki angielskiego – czy była to może chęć zrozumienia ulubionych wokalistów?

Angielskiego zacząłem się uczyć dzięki uporowi rodziców. Ulubieni woklaiści przyszli później. Jako przykład idealnej, przejrzystej wymowy mogę polecić Ellę Fitzgerald. Odradzam natomiast Micka Jaggera, pomimo mojej wielkiej sympatii do niego.

Czy zdarzyło się w pańskim życiu tak, że dzięki znajomości języka angielskiego z kimś się pan zaprzyjaźnił?

Istotnie, z kilkoma osobami z tego kręgu językowego jestem naprawdę mocno zaprzyjaźniony, a jedną z najbliższych mi istot na świecie jest kanadyjska lutniczka Linda Manzer. Wymieniłem z nią już kilka tomów korespondencji, a także spędziłem wiele cudownych dni.

Czy uważa pan, że angielski ma w sobie muzykę?

Bez wątpienia angielski ma w sobie rytm i dla mnie jest to szczególnie ważne. Uwielbiam ten język za cios, moc, puls, jaki niosą ze sobą jego niezliczone jednosylabowe wyrazy, tak bardzo pomocne w pisaniu piosenek.

Wiele pan podróżuje. Czy na szlaku pańskich wojaży znajdowały się miejsca tak dzikie, że werbalne porozumienie z ich mieszkańcami okazywało się niemożliwe?

Takich miejsc było wiele. Na przykład najodleglejsze zakątki Etiopii, oazy Sahary, parę zapadłych wiosek Wietnamu... tam pozostawały tylko dłonie do gestykulacji.

Czy udało się panu opanować jakieś narzecza afrykańskie?

Podczas podróży starałem się posługiwać podstawowymi zwrotami grzecznościowymi, a także takimi, za pomocą których zdobywa się informacje ułatwiające orientację w terenie. Znałem je po arabsku, w suahili, w afrykańskim francuskim. Dziś jednak większości z nich już nie pamiętam. Niestety językowo jestem całkowicie niezdolny.

Zdarzały się panu momenty zdumienia, że na końcu świata ktoś, po kim trudno się było tego spodziewać, przemówił nagle po angielsku?

Chwile wielkiego zdziwienia przeżywałem wtedy, kiedy ktoś przemówił po polsku. Znajomość języka angielskiego jest tak powszechna, że nikogo ona nie zdumiewa.

Czy najmłodsi Kydryńscy – Franek i Staś – uczą się już angielskiego? Jak im idzie nauka tego języka?

Uczą się, lecz nauka idzie im fatalnie. Postaram się to zmienić od nowego roku szkolnego.

 Pozostałe artykuły:

Powiedzieli nam

Znajomy z kursu

Kadra lektorska pracująca z dorosłymi

Edukacja językowa osób dorosłych

Już na zawsze z nami

więcej...



Powrót na góręDrukuj artykułWyślij artykuł