Szkoła języków obcych
Wydarzenia
Turystyka językowa
Publikacje
Opinie
Porady
Oblicza języka
Warsztat filologa
Ludzie i języki
Enjoy & Learn
Rozmaitości

 

 

O firmie

Nauka języków obcych

Turystyka językowa

Centrum konferencyjne

Księgarnia językowa

Wydawnictwo
 
 

 
Temat numeru


Rozmowa z Wojciechem Mannem
MisterMann

„Anglofan” to tytuł naszego pisma. Czy mógby pan tak powiedzieć o sobie?

Tak, poza tym jestem również muzykofanem, radiofanem, kinofanem, książkofanem, a nawet życiofanem.

Ma pan dobry oksfordzki akcent?

Mam bardzo dobry akcent nieoksfordzki.

Jakimi pobudkami kierował się pan, podejmując naukę języka angielskiego? Czy była to samodzielna decyzja?

Chciałem wiedzieć, o czym śpiewają amerykańscy i angielscy piosenkarze, a także co mówią faceci, którzy ich zapowiadają w anglojęzycznych stacjach radiowych. Mama popierała moją chęć nauki języka, ale podejrzewam, że z innych powodów.

Czy byłoby możliwe śledzenie światowego rynku muzycznego bez znajomości języka obcego?

Dzisiaj może trochę bardziej niż kilka lat temu, ale również w dość osobliwy sposób, tym bardziej że ci, którzy mają nam ten śwatowy rynek przybliżyć i opisać, często sami znają te obce języki tylko z widzenia.

Na ile polskim gwiazdom językowy analfabetyzm przeszkadza w karierze? Czy zna pan takie wypadki?

Oczywiście, że przeszkadza. Wypadków znam wiele. Jeden z najbardziej drastycznych to niefrasobliwy wybór nazwy ,,FART” przez polską grupę wokalną.

Kto śpiewa w Polsce po angielsku najlepiej?

Teraz takich osób jest coraz więcej. Nie będę oceniał, ale tych, za których się wstydzę, jest zdecydowanie mniej.

Czytuje pan angielskie kryminały czy Joyce’a w oryginale?

Bardzo różnie. Zdarzyło się, że mając więcej czasu, czytałem równolegle angielskie i polskie wydanie, podziwiając dobrze przetłumaczone partie i denerwując się popełnionymi błędami.

Bliżej panu do kultury amerykańskiej czy wyspiarskiej?

Kiedyś zdecydowanie bliższa mi była kultura wyspiarska, ale miały na to wpływ m.in. niezależne ode mnie czynniki ideologiczne, geograficzne, logistyczne i finansowe. Potem wszystko się zmieniło na korzyść kultury amerykańskiej.

Zapewne lubi pan angielski humor, a może nawet odrobinę się na nim wzoruje...

Oczywiście, uwielbiam go oraz swobodę, jaką mają angielscy humoryści i satyrycy. Nie ukrywam, że zazdroszczę im wielu pomysłów. A co do wzorowania się – nie ma chyba nic dziwnego w tym, że jeśli kogoś bardzo się lubi, to mimowolnie kroczy się podobną drogą.

Pańscy idole ze strefy anglojęzycznej to...

Robin Hood.

Foruje pan w „Szansie na sukces”, subtelnie, ale jak się wydaje, konsekwentnie, anglistów, lingwistów, tłumaczy etc. Czy robi pan to świadomie?

Może to nieładnie, ale foruję ludzi wykształconych i tych, którzy chcą takimi zostać.

W jakich miastach świata czuje się pan najlepiej?

W Londynie, ale też ku swojemu zaskoczeniu na przykład w Madrycie, a także w miastach włoskich.

Gdyby angielska królowa chciała pana przyjąć na dworze albo dać Order Imperium Brytyjskiego, byłby pan gotów opanować ceremoniał i wbić się we frak?

Gdyby to był frak, w który musiałbym się wbić, to nie. Jeśli natomiast ładnie by na mnie leżał, to oczywiście.

Zdarza się panu nucić na przykład w samochodzie? Jeżeli tak, to jaki ma pan repertuar?

Nie nucę. Wsłuchuję się w muzykę silnika, tłoków, zaworu...

Na koniec proszę pana o ulubiony angielski aforyzm lub zwrotkę piosenki w tym języku.

He not busy being born, is busy dying...

 Pozostałe artykuły:

Powiedzieli nam

Znajomy z kursu

Kadra lektorska pracująca z dorosłymi

Edukacja językowa osób dorosłych

Już na zawsze z nami

więcej...



Powrót na góręDrukuj artykułWyślij artykuł