|
Jubileusz Tworzymy zespół Tajemnicą sukcesu
Szkoły FELBERG są
jej pracownicy. Firma
stworzyła szanse awansu
tym spośród nich, którzy
potrafią działać nie
tylko tak precyzyjnie jak
w szwajcarskim zegarku,
lecz także kreatywnie,
wykorzystując nowe
techniki w nauczaniu
języków. Jak to się robi
na co dzień, opowiadają
szefowie szkoły: Monika
Jeż-Jagielska – dyrektor
szkoły, i Dariusz Kętla
– dyrektor ds. dydaktyczno-programowych.
Szkoła FELBERG kształci także własne
kadry. Jaka była państwa droga do dyrektorskiego
fotela?
DK: Jak to zwykle bywa, było to kwestią
przypadku. W ostatnim dniu marca 1990 roku
znajoma zapytała mnie, czy przez kilka tygodni
nie zastąpiłbym jej jako lektor w szkole językowej.
Tego samego dnia przeszedłem pomyślnie
rozmowę kwalifikacyjną z Zofią Kopestyńską,
wieloletnim dyrektorem metodycznym szkoły.
Pracę zacząłem 1 kwietnia i nie był to dla
mnie prima aprilis. Kiedy stałem się doświadczonym
lektorem, zaproponowano mi objęcie
funkcji konsultanta w jednym z warszawskich
oddziałów szkoły. Po trzech latach awansowałem
na stanowisko dyrektora ds. dydaktyczno-
-programowych.
MJJ: Przez wiele lat byłam odpowiedzialna
za oddział Szkoły FELBERG w Lublinie. Po
objęciu stanowiska dyrektora wprowadziłam
w nim bardzo dużo zmian i ciężko pracowałam,
aby przyniosły rezultaty. Lublin to bardzo trudny
rynek, lecz z czasem okazało się, że podlega
mi najlepszy oddział szkoły w Polsce. Sukces
przyszedł dzięki wysiłkowi całego zespołu, którzy
tworzyli m.in. konsultanci – najpierw Zbigniew
Mazur, potem Przemek Duklas, a także
sekretarze – Mariusz Salerek i Basia Woźniak.
Później oni sami awansowali na dyrektorskie
stanowiska. Widocznie uznano mnie za dobrego
szefa o niewykorzystanym potencjale, bo
zaproponowano mi prowadzenie całej szkoły
w skali ogólnopolskiej. Lublin jest nadal kuźnią
kadr – wychowałam już trzech bardzo dobrych
dyrektorów.
Czego nauczyła państwa styczność z klientami?
Co jest w kontaktach z nimi najtrudniejsze,
a co szczególnie satysfakcjonujące?
DK: Klienci nie są
dani raz na zawsze,
więc trzeba ich szanować.
Nie można im
proponować byle czego.
Swoimi decyzjami
staram się pokazywać,
że dajemy im całych
siebie, wszystko to, co
umiemy i wiemy. Musimy
być wobec klientów
pełni pokory i gotowi
do pomocy. Jako
nauczyciele spełniamy
pewną misję. Często
przypomina mi się
tradycyjny model nauczyciela.
Antyczny
magister cieszył się
szacunkiem, używał
rózgi, należało się go
słuchać, ale zwykle
był niewolnikiem. Coś
z tej relacji pozostało
do dziś.
MJJ: Może to trochę
zbyt daleko idące
porównanie. Istotnie
wyznajemy zasadę:
„Punkt pierwszy –
klient ma zawsze rację.
Punkt drugi – jeśli
klient nie ma racji, patrz punkt pierwszy”.
Czasem trudno przekonać klientów do niektórych
rozwiązań i uświadomić im, że jakość
musi kosztować. Satysfakcjonuje natomiast na
pewno to, że nie sprzedajemy fast foodów, gadżetów
ani błyskotek, tylko bardzo wartościowy
produkt, który naszym klientom będzie służył
przez całe życie.
Wizytujecie państwo filie szkoły w całej
Polsce. Czy wizyty te pociągają za sobą konsekwencje?
MJJ: Zmiany na rynku, w tym także zmiany
oczekiwań klientów, następują tak szybko,
że trzeba pilnować wdrażania nowych rozwiązań.
Poza tym wiadomo, że gdzie kota nie ma,
tam myszy harcują, a pańskie oko konia tuczy.
Nie będę ukrywać, że w wyniku procesu oceny
pracy, którego częścią są wizytacje, w razie potrzeby
dokonujemy zmian personalnych. Głównie
jednak skupiamy się na wprowadzaniu przeobrażeń
organizacyjnych...
DK: oraz metodycznych. Dla szefa metodycznego
wizytacje są częścią codziennej pracy nadzorczej
i szkoleniowej. Dzięki nim wiem, co się
udaje, a co wymaga poprawy lub wzmocnienia.
Sprawdzam także, na ile skuteczne są nowe
podręczniki i metody. Poznaję słuchaczy – a to
jest dla mnie najcenniejszy kontakt.
Jakiego typu instytucje i firmy są najbardziej
chętne do kształcenia językowego pracowników?
Zapewne mają one specyficzne
wymagania. Czy szkoła potrafi je spełnić?
MJJ: Różne. Zależą one od struktury właścicielskiej
lub produktowej. Jeśli jest dużo kontaktów
prowadzonych w języku obcym wewnątrz
firmy lub na styku firma – jej klienci,
to znajomość języków jest niezbędna. Zauważamy
przy tym, że na kształceniu językowym
zależy głównie tym firmom, dla których najważniejsi
są klienci i które chcą się rozwijać.
Dobrzy szefowie i kadrowcy wiedzą, że niećwiczony
język rdzewieje. Posługiwanie się nim nie jest bowiem taką umiejętnością jak jazda
na rowerze czy pływanie, której mimo upływu
lat się nie zapomina.
DK: Wymagania klientów są różne, ale zawsze
bardzo wysokie. Oczekuje się od nas elastyczności,
dyspozycyjności, proponowania
konkretnych rozwiązań, w tym również niezwiązanych
z nauką, lecz na przykład z rozliczeniami
finansowymi. Kiedy około 10 lat temu
zaczęliśmy obsługiwać firmy o tak dużych
oczekiwaniach, mieliśmy chwile zwątpienia.
Okazało się jednak, że to klienci zmusili nas do
wypracowania wysokich standardów obsługi
i jakości organizacyjnej. Dodam dla wyjaśnienia,
że nigdy nie było wątpliwości co do jakości
dydaktycznej oferowanych przez nas zajęć.
Na czym polega charakteryzująca firmę
FELBERG płaska struktura? Jaka jest państwa
metoda zarządzania tak dużym przedsiębiorstwem?
MJJ: Płaska struktura cechuje się tym, że droga
między lektorem a prezesem firmy jest bardzo
krótka. Mówimy praktycznie o dwóch poziomach
zarządzania. Lektorzy wiedzą, że mają
swobodny dostęp do osób zarządzających firmą,
i często się z nami spotykają. My z kolei nie
zapomnieliśmy, na czym polega codzienna praca
z klientem, nadal potrafimy przeprowadzić
nabór słuchaczy, wynegocjować ceny u kontrahentów
i wykonywać wszystkie obowiązki dyrektora
oddziału lub – w przypadku pana Darka
– konsultanta oddziału.
DK: Ja mogę również poprowadzić zajęcia jako
lektor, którym zresztą nadal jestem. Funkcjonujemy
bowiem trochę tak jak szefowie firm
japońskich – od czasu do czasu spędzamy dzień
czy dwa na stanowisku własnych podwładnych.
To bardzo dobre doświadczenie, gdyż utwierdza
nas w przekonaniu, że naszym największym
kapitałem są ludzie.
Czy w tak dużej strukturze możliwe jest
indywidualne podejście do spraw poszczególnych
filii?
DK: Indywidualizację mamy właściwie już
we krwi. Pracujemy wyłącznie z ludźmi, którzy
są zarazem naszymi dostawcami i klientami,
musimy się więc nastawić na indywidualne podejście
do każdego z nich. Lektorzy indywidualizują
nawet pracę ze słuchaczami w 12-osobowych
grupach. Dla dobrego nauczyciela nie
jest to żadna nowość.
MJJ: Pamiętajmy, że Polska to duży kraj,
a pomiędzy regionami są różnice – w potencjale
gospodarczym, przekroju społecznym, mentalności
i zamożności. Musimy więc pewne sprawy
różnicować, ale w ostatecznym rozrachunku
kładziemy nacisk na standaryzację i jedność
w różnorodności. To szczególnie odpowiada
naszym klientom ogólnopolskim. Widzą oni,
że rozpoznajemy te uwarunkowania, lecz mimo
ich występowania zapewniamy jednakowy
standard obsługi w całym kraju.
Na kogo możecie państwo liczyć w tworzeniu
programów i podejmowaniu kreatywnych
inicjatyw doskonalących pracę firmy?
MJJ: Na lektorów, sekretarzy, dyrektorów oddziałów.
Wszystkie wdrożone pomysły, inicjatywy
i programy albo rodzą się wśród naszych
pracowników, albo są tworzone w odpowiedzi
na konkretnie sformułowany, dobrze zdiagnozowany
problem występujący na poziomie lokalno-regionalnym firmy.
DK: Ze swojej strony dodam jeszcze konsultantów
metodycznych – jest to fantastyczny zespół świetnych fachowców w swojej dziedzinie.
Bez nich nasze działania nie przyniosłyby
żadnego skutku.
Czy czujecie sie państwo menedżerami?
MJJ: Jako osoba zarządzająca dużą organizacją,
liczącą się na rynku szkoleń językowych
w skali ogólnopolskiej – nie mam co do tego
żadnych wątpliwości.
DK: Bez wątpienia jestem menedżerem, i to
od wielu spraw: od klientów, sprzedaży, produktu,
zasobów ludzkich. Zakres moich obowiązków
już dawno przekroczył zagadnienia
nadzoru dydaktycznego, pisania programów
i szkolenia lektorów.
Na ile współczesna technika zmienia proces
dydaktyczny i metodykę nauczania?
DK: Odpowiem na to pytanie w taki sposób:
z jednej strony radykalnie, z drugiej jej wpływ
jest bardzo niewielki. Relacja uczeń – nauczyciel,
cel szkoleniowy, program, metodyka – te
elementy pozostają stałe, choć niektóre wypełniają
się inną treścią. Jednocześnie uzyskaliśmy
wspaniałe narzędzia, wydatnie skracające i ułatwiające
pewne procesy związane z edukacją.
Szkoła pozostaje jednak tworem z natury dość
konserwatywnym – chodzi tu o takie cechy –
nazwijmy je cnotami – jak obowiązkowość,
wytrwałość, dążenie do celu, pracowitość, posłuszeństwo.
Nie zmieni tego żaden e-learning
ani blended learning, które zresztą prawdopodobnie
nie spełnią większości pokładanych
w nich nadziei.
MJJ: Nie odżegnywałabym się tak zdecydowanie
od nowoczesności. Nie wyobrażam sobie
już zarządzania szkołą i kontaktu z klientami
bez internetu i platform elektronicznych ani
bez nowoczesnych urządzeń prezentacyjnych
czy audiowizualnych. W tej dziedzinie dokonał
się ogromny postęp – jeszcze 10-15 lat temu
wcale nie było takie oczywiste, że nauczyciel
musi dysponować nagraniami do podręcznika
i sprawnym magnetofonem.
Jak brzmi państwa recepta na sukces
i awans w Szkole FELBERG?
MJJ: Dużo wymagać od siebie i od innych,
tworzyć zgrany, odpowiedzialny zespół.
DK: Być dobrym i robić swoje. |